Czego można było się spodziewać? Cóż – po tym, jak Facebook najpierw zaplanował okradać z prywatności, a następnie blokować konta wszystkim, którzy ośmielają się poddawać wątpliwościom istnienie koronawirusa – tylko tego, że Zuckerberg nie będzie skakał z radości. Wydawać by się mogło, że tak odległe od nas sytuacje nie mogą mieć wpływu na naszą codzienność. Nic bardziej mylnego. Podobny scenariusz coraz wyraźniej klaruje się w Unii Europejskiej i Kanadzie. Jeśli Australia pozostanie nieugięta, możliwe, że za jakiś czas przyjdzie i nam zmierzyć się z takimi samymi konsekwencjami.

Zeszłego lata Facebook wystosował ostre ostrzeżenie dla australijskiego rządu w od giganta mediów społecznościowych płacenia wydawcom.

Zakładając, że ten projekt kodeksu stanie się prawem, niechętnie przestaniemy zezwalać wydawcom i ludziom w Australii na dzielenie się lokalnymi i międzynarodowymi wiadomościami na Facebooku i Instagramie. To nie jest nasz pierwszy wybór – tylko ostatni.

powiedział Will Easton, który zarządza operacjami Facebooka w Australii i Nowej Zelandii.

zeszłym tygodniu platforma społecznościowa zdecydowała się poczynić krok, jeszcze zanim kodeks negocjacji w mediach informacyjnych, który dotyczy również Google, stał się prawem. Decyzja była dość kontrowersyjna, zwłaszcza biorąc pod uwagę rosnącą liczbę osób, które korzystają z sieci społecznościowej w celu uzyskania informacji na tematy od koronawirusa po politykę. Taka forma odwetu, wymierzonego w stronę australijskiego rządu szybko wywołał oburzenie polityków, organizacji zajmujących się prawami obywatelskimi i serwisów informacyjnych.

To, co dzieje się w Australii, jest prawdopodobnie przedsmakiem tego, co wydarzy się w innych częściach świata. Politycy w UE i Kanadzie poinformowali, że uważnie śledzą rozwój wydarzeń, a Francja już poczyniła pierwsze kroki w kierunku zmuszenia Google do płacenia wydawcom.

Ale o co dokładnie chodzi i dlaczego nas powinno to obchodzić?

Australia twierdzi, że tradycyjne serwisy informacyjne walczą o konkurowanie z Google, Facebookiem i innymi firmami technologicznymi o wpływy reklamowe. Taka sytuacja wyraźnie zagraża branży informacyjnej, która jest postrzegana jako ważna część demokratycznego medium, dostarczającego obywatelom codziennych informacji. Australia chce więc wyrównać szanse, co mobilizuje inne kraje do rozpatrzenia podobnych praw i przepisów.

Zgodnie z wnioskiem, który został przedstawiony w australijskim parlamencie w grudniu, firmy informacyjne będą negocjować indywidualnie lub zbiorowo z Facebookiem i Google, aby otrzymywać wynagrodzenie za swoje treści. Rząd mógłby w przyszłości rozszerzyć zakres prawa, aby objąć nim inne platformy, jeśli ma wystarczające dowody na „brak równowagi sił przetargowych”.

Jeżeli media i platformy cyfrowe nie mogą dojść do porozumienia, decyzję podejmuje niezależny arbiter. Prawo wymaga również, aby Facebook i Google przekazywały serwisom informacyjnym „jasne informacje o danych, które gromadzą w wyniku interakcji użytkowników z wiadomościami na platformach cyfrowych”.

Nic więc dziwnego, że giganci rynku obawiają się, że Australia stworzy coś na kształt ogólnoświatowego buntu, a na pierwsze jego efekty nie trzeba czekać długo. Kanadyjski minister przytoczył przykład Australii, wzywając Google i Facebooka do płacenia wydawcom w jego kraju, a poseł do Parlamentu Europejskiego stwierdził, że chce włączyć podobne środki do przyszłego prawodawstwa UE.

Co na to Google i Facebook?

Oczywiście ani Facebook, ani Google, nie zareagowali entuzjastycznie na taki obrót sprawy. Chociaż Google początkowo groziło wycofaniem swojego produktu z Australii, firma ostatecznie zawarła umowy z głównymi wydawcami – w tym trzyletnią umowę z News Corp. Efektem ugody było przekazanie przez Google 1 miliarda dolarów punktom sprzedaży na całym świecie.

Podobny obrót sprawy spraw miał miejsce we Francji, gdzie po długotrwałej walce z rządem, Google zgodził się wypłacić niektórym wydawcom miliony euro.

Facebook natomiast twierdzi, że proponowane prawo „źle rozumie” jego relacje z serwisami informacyjnymi, nie biorąc pod uwagę roli w kierowaniu czytelników do wydawców. Wydawcy czerpią korzyści z sieci społecznościowej, ponieważ „Facebook pozwala im sprzedawać więcej subskrypcji, poszerzać grono odbiorców i zwiększać przychody z reklam”. Facebook wygenerował około 5,1 miliarda bezpłatnych skierowań do australijskich wydawców, które następnie oszacował na 407 milionów AU $ (315 milionów $).

aaaaaaaaaaaaaaaaa

Trzeba przyznać, że to, co dzieje się teraz na arenie międzynarodowej jest bardzo ważną informacją na temat tego, czego możemy spodziewać się niebawem na własnym podwórku.

Czy będziemy musieli w najbliższej przyszłości pożegnać się z platformą społecznościową, która generuje miliony użytkowników? Czy jest to sprawiedliwe posunięcie, patrząc z perspektywy mniej wpływowych wydawców?

Pytań w tej sytuacji pojawia się wiele, ale myślę, że odpowiedzi możemy doszukiwać się w najbliższym obrocie spraw za oceanem.


Posłuchaj nas!