Dziś jednak na tapetę bierzemy stosunkowo nową usługę od twórców Basecamp. Chodzi o płatny email hey.com. Twórcy zapewniają o poszanowaniu prywatności, ale nie na takim poziomie, jak robi to na przykład proton mail. W przypadku protona mamy dostępny plan darmowy, mały, ale jednak darmowy. Jest dostępne również szyfrowanie end to end, czego nie ma w przypadku hey.com.

Udało mi się zarejestrować na trialu hey.com. Spoiler – po zakończeniu triala nie przedłużyłem usługi.

hey.com ma być zredefiniowanym emailem. W przypadku tej usługi chodzi o sposób, w jaki zorganizowane są skrzynki/foldery. Nie powiem, jest to dość ciekawe rozwiązanie. Przypomina mi trochę pewien niszowy produkt Google, który został już uśmiercony – Inbox.

W przypadku hey, interfejs zbudowany jest wokół idei kart. Karty te możemy przekładać na wirtualne kupki, stosy, kolejki. Z grubsza cała skrzynka podzielona jest na kilka sekcji – Imbox (important box), feed oraz paper trail. Idea jest dość prosta. Podczas odebrania emaila po raz pierwszy z danego adresu wyskakuje nam tak zwany screener – kilka pytań, które pozwoli nam skategoryzować wiadomości z danego adresu. Normalne emaile będą trafiały do imboxa, wszelkiego rodzaju newslettery etc. do feeda, a wiadomości, które musimy w jakiś sposób archiwizować, jak na przykład rachunki trafiają do paper trail. Ciekawostką jest sposób czytania emaili trafiających do feeda – możemy robić to tak, jakbyśmy przeglądali jakiś portal społecznościowy.

Więcej w najnowszym odcinku :)