Ujawniono bowiem, że aplikacja działająca na iOS odczytuje ze schowka dane użytkowników. Oczywiście ByteDance – właściciel TikToka podniósł gardę i twierdzi, że to tylko funkcja antyspamowa, ale chyba nikt się nie nabierze na takie mydlenie oczu.

Cała afera ujrzała światło dzienne, ponieważ nowa wersja iOS trafia do coraz szerszego grona testerów, a w nim pojawiła się funkcja, która informuje użytkownika o kopiowaniu danych przez aplikację. Apple od zawsze podkreśla, że ważne jest dla nich bezpieczeństwo danych użytkownika, a dzięki nowemu rozwiązaniu, każdy uzyska jeszcze większą świadomość, co się dzieje z jego prywatnymi informacjami.

Niepokojący jest fakt, że TikTok nie jest jedyną aplikacją, która trochę za bardzo przygląda się użytkownikowi. Podobne praktyki zauważono w trakcie korzystanie z 53 innych aplikacji, a wśród nich znalazły się m.in. AliExpress, Weibo (jakoś mnie to nie zaskoczyło), Overstock, Call of Duty Mobile, Bejeweled, Fruit Ninja i PUBG Mobile, czy… AccuWeather.

Niektórzy wydawcy aplikacji już zapowiedzieli zmianę w systemie przechwytywania danych o użytkowniku. Szkoda tylko, że jest tak mało firm, które świadomie i uczciwie korzystają z danych, jak np. Pixelmator, który pobiera dane tylko wtedy, gdy jest to obrazek.

Indie zakazują korzystania z 59 aplikacji, w tym… z TikToka

Nie jest na razie jasne, jak wygląda sprawa na Androidzie, ponieważ tam funkcja antyspamowa jest jeszcze niedostępna, ale możemy się domyślać, że wygląda to analogicznie.

Czy w końcu doczekamy się spełnienia hasła „What happens on your iPhone, stays on your iPhone”? Czas pokaże, ale widać, że zmierza to w dobrą stronę.


Autorem artykułu jest Jakub Książczyk.