Cześć jestem Adrian i oglądam serial Grimm




Cześć jestem Adrian i oglądam serial Grimm

Opublikowano 1 rok temu -


W poniedziałek, nasz Naczelny, zaproponował, abym napisał coś o serialach. Jak to ładnie ujął: w kontekście popkultury. Temat ustalony, kontekst złapany, nic tylko usiąść i pisać, prawda? Nie.

Za sprawą krótkiej rozmowy postanowiłem przyjrzeć się moim serialowym nawykom. W ostatnich miesiącach na dużym ekranie królował Netflix. Stranger Things, Dark, Przyjaciele, Peaky Blinders – wymieniać mogę długo. Zresztą na liście wisi kilka kolejnych tytułów do obejrzenia. Jest jeszcze jeden serial, w który wpadłem przez kompletny przypadek. Głównie pod wpływem rozczarowania produkcjami superboherskimi. Ani Jessica Jones, ani Daredevil, ani The Defenders – nic mnie nie wciągnęło. Męczyłem się przy oglądaniu, nie poczułem się porwany. Dlatego spojrzałem w kierunku Grimma.

Netflix we współpracy z polskim YouTube. "Czarne lusterko" już wkrótce

Wiem, dziwne przejście. Od bohaterów Marvela, do Nicka Burkhardta, detektywa z Portland, który zaczyna dostrzegać ukrytą naturę świata. Kiedyś obejrzałem dwa odcinki Grimma w telewizji. Pamiętam, że poczułem się zażenowany fabułą oraz grą aktorską. Sam pomysł wydał mi się kuriozalny. Główny bohater, za sprawą swojego urodzenia, zaczyna dostrzegać Wessenów – stworzenia, które żyją wśród ludzi, ukrywają swoją naturę, a przypominają wszelkiego rodzaju istoty z mitów. Są wilkołaki, lisołaki oraz inne -łaki, w zależności od aktualnie zaprezentowanego w odcinku gatunku. Wtedy dałem sobie spokój. W telewizji Grimm mnie nie przekonał, stwierdziłem, że nie mam ochoty tracić na to czasu.

Sytuacja zmieniła się diametralnie pod koniec listopada. Tak się złożyło, z przyczyn ode mnie niezależnych, że przez pierwsze 3 tygodnie grudnia nie mogłem wychodzić z domu. Musiałem jakoś zorganizować sobie czas. Stwierdziłem, że czas ponownie zmierzyć się z Grimmem, bo co może mnie spotkać gorszego od The Defenders, na którym wielokrotnie usnąłem? Włączyłem Grimma, z wyraźny trudem wytrzymałem pierwsze odcinki. Wielokrotnie łapałem się za głowę, ale oglądałem. Dzisiaj został mi od zakończenia piąty sezon, potem czas poczekać na szósty.

Ku mojemu zdumieniu zaangażowałem się w historię. W dalszym ciągu uważam, że serial stanowi dziwaczne połączenie wątków. Niby jest to fantasy, bo jest magia, czary, wywary i potwory, ale z niektóre odcinki wyraźnie rozwijają wątki naukowe. Szczególnie ten, w którym umiejętności widzenia prawdziwej natury Wesenów, zostają wytłumaczone posiadaniem dodatkowych czopków (sic!) w oczach. Jeżeli dotrwacie do tego odcinka, to zapewniam, że wrażenia będą niezapomniane.

Newsowe podsumowania tygodnia w kilku liczbach

Grimm stał się dla mnie czymś w rodzaju telenoweli. Serial ma wiele denerwujących wątków, wprowadzane postacie są do bólu płaski, a – jak to stwierdziła moja Żona – aktorzy grają tak, jakby do zawodu przyuczał ich sam Joseph Tribbiani na kursie wieczorowym. Mnie to czasem przeszkadza, oglądam, ponieważ dobrze się bawię i odpoczywam przy kolejnych odcinkach. Zauważyłem, że przy Grimmie mogę kompletnie wyluzować, wyłączyć myślenie i pochłaniać kolejne wątki. To miła odmiana po Peaky Blinders, Czarnym lustrze oraz Stranger Things. Znalazłem swoją guilty pleasure i mam zamiar z niej korzystać!