Czarowanie muzyką. Recenzja Yamaha MusicCast 50

Opublikowano 30.09.2020 10:29 Aktualizacja: 8.10.2020 13:02 -


Na moją półkę wjechał głośnik bezprzewodowy firmy Yamaha. MusicCast 50, bo taką nosi nazwę, zajął miejsce przy telewizorze. Głównie ze względu na gabaryty, ale po kilku dniach zauważyłem, że nieźle wpasował się w otoczenie. Ten minimalistyczny kształt bardzo przypadł mi do gustu, podobnie jak sterowanie za pomocą dotykowych przycisków na krawędziach obudowy. Jednak muszę przyznać, że MusicCast 50 był jednym z tych sprzętów, z którymi musiałem się dotrzeć. Tak czasem bywa, zdarzają się urządzenia, które wymagają okresu przejściowego.

Podłączyłem telefon i komputer za pomocą Blutetootha. Bez żadnych problemów, stabilnie. Nic nie przerywa. Da się nie tylko posłuchać muzyki, ale także pograć lub obejrzeć film. MusicCast 50 ma także kilka wejść, które mogą zadowolić osoby lubiące korzystać z kabli. Ja się do nich zaliczam. Dlatego ucieszyłem się, gdy zobaczyłem miejsce na połączenie sprzętu z ruterem za pomocą skrętki. Wejście Ethernet może wydawać się fanaberią, ale doceni je każdy, kto kiedyś mierzył się z niezbyt stabilnym WiFi. Do tego jest także minijack, chinche oraz wejście cyfrowe.

IMG 0476

Dla mnie jest to zestaw wystarczający, ponieważ mogłem podłączyć telewizor do MusicCast 50 i bez najmniejszego problemu cieszyć się brzmieniem tego urządzenia. Myślę, że w tym momencie warto odpowiedzieć na podstawowe pytanie, jakie zadaję w swoich recenzjach. Jak to gra?

Głęboko, selektywnie i elastycznie. Po kolei. MusicCast ma solidne, mocne brzmienie. W końcu ma moc 70W, na którą składają dwa 100-milimetorwe przetworniki niskotonowe i dwie 30-milimetrowe kopułki wyosokotonowe. Ten sprzęt świetnie sprawdza się w dolnych nutach, które można jeszcze podkreślić za pomocą ustawień. Włączenie Bass Booster i odpalenie "Green Disease" z albumu "Riot Act" Pearl Jamu sprawia, że sekcja rytmiczna jest cudownie słyszalna. Jednocześnie nie staje się trudną do pokonania ścianą dźwięku, tylko doskonale podkreśla całą atmosferę utworu. Bass Booster w MusicCast 50 jest interesującym rozwiązaniem dla osób ceniących sobie głębokie, ale wciąż pozostawiające dużo przestrzeni, brzmienie.

IMG 0467

Mało przekonujące? To weźmy na warsztat bass Michaela "Flea" Balzary'ego z Red Hot Chili Peppers. Klangi z "Drak Necessites" po prostu wyrywają z fotela. MusicCast 50 sprawia, że nawet w tak gęstym riffie słyszalne są najmniejsze zmiany w dynamice dźwięku.

Przyznam szczerze, że przesłuchanie całego "The Gateway" na tym głośniku od Yamahy było czystą przyjemnością. Nie byłbym sobą, gdybym nie sprawdził, jak ten sprzęt radzi sobie z klasyką rocka. Mój wybór padł na album "Led Zeppelin II". Otwiera go utwór "Whole Lotta Love", który powoli się rozkręca, a potem tworzy pięknie psychodeliczną atmosferę przełamaną solówką na gitarze ze wstępem na werblu. MusicCast 50 nie zgubił nawet jednej nuty, pozwolił wybrzmieć nie tylko sekcji rytmicznej, ale także podkreślił charakterystyczne dla tego utworu wokalizy. Wspaniałe wrażenia!

IMG 0450

Poza tym dobrze sprawdza się w grach oraz filmach akcji. Tak, ten głośnik postanowiłem przetestować w trakcie ponownego przechodzenia "Gears Tactics". Wystrzały i wybuchy były dobrze słyszalne. MusicCast 50 doskonale podkreślił wrażenia z rozgrywki. Kolejnym krokiem było wrzucenie na warsztat "Final Fantasty XV".

Przyznaję, był to trochę szalony pomysł. Szczególnie, że moment akcji przeplatany jest rozmowami postaci w trakcie eksploracji map. Przyznaję, że jestem pozytywnie zaskoczony. MusicCast 50, pomimo niepozornego wyglądu, oddał specyficzny, dźwiękowy charakter tej produkcji.

Ale to nie był koniec testów! Na tym urządzeniu poleciała cała "Miłomuzomania", czyli eklektyczna sobotnia audycja z Radia Nowy Świat. Szczególnie upodobała ją sobie moją żona i muszę przyznać, że MusicCast 50 również świetnie poradził sobie z zaproponowanymi tam dźwiękami. Chociaż, na moje ucho, warto okazjonalnie rozważyć zabawę z equalizerem.

IMG 0453

Rzadko zdarza się sprzęt, który tak cudowanie reaguje na zmiany w głośności lub ustawień poszczególnych zakresów dźwięku. MusicCast 50 właśnie taki jest. Sprawdza się to w chwilach, w których mam ochotę na muzykę wymagającą dużej selektywności. Wystarczy, że odpowiednio dopasuję suwaki i już wkraczam w muzyczną przestrzeń wypełnioną pięknymi dźwiękami. Zdecydowanie potrzebowałem czasu, aby dotrzeć się z MusicCastem, ale teraz widzę, że było warto.

Sprzęt obsługuje się za pomocą całkiem przystępnej dedykowanej aplikacji. Yamaha w ten sposób zachęca do wejścia w posiadanie kolejnych sprzętów, które można w ten sposób połączyć. Program daje możliwość definiowania pokojów oraz zdalnego zarządzania tym, co aktualnie gra na danym urządzeniu.

Na dodatek można także dołączyć inne urządzenia z serii MusicCast i w ten sposób zbudować ciekawy zestaw, bez problemu konkurujący z kinami domowymi.

Dlatego ja testowanie tego sprzętu traktuję jako delikatne zaproszenie do zainteresowania się takim rozwiązaniem.  Konieczność zarządzania MusicCastem 50 przez telefon, warto rozpatrywać pod kątem użyteczności. Jest to forma zdalnej metody zarządzania całym urządzeniem. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby w jednym miejscu dostosować zarówno głośność, jak i poziomy poszczególnych tonów. MusicCast 50 potrafi bardzo, bardzo dużo i na dodatek łatwo go dostosować do swoich potrzeb.


Tekst powstał przy współpracy z Top Hi Fi and Video Design.

Wieści z Rozładowani.pl