Cyfrowe lektury - mam obawę, że to się nie uda

Cyfrowe lektury - mam obawę, że to się nie uda

Opublikowano 13.12.2017 22:20 - 1


Oswoiliśmy ebooki. Całkiem nieźle nam się to udało. Wciąż jeszcze są osoby, dla których zapach papierowej książki ma znaczenie. Ja do tej grupy nie należę, znacznie bardziej interesuje mnie sam akt lektury. Nośnik to sprawa drugorzędna, chyba, że akurat wziąłem do rąk eksperyment literacki, który skłania do mnie zastanowienia się nad formą, w jaką został ujęty. W przeciwnym razie – po prostu czytam.

Dlatego ucieszyłem się, gdy w Sieci pojawił się portal lektury.gov.pl. Jest to, jak sama nazwa wskazuje, zbiór książek elektronicznych, szczególnie skoncentrowanych na lekturach szkolnych. Inicjatywa słuszna, rozwijana od 2007 roku za sprawą cyfrowej biblioteki Wolne Lektury. Jest to jedno z przedsięwzięć Fundacji Nowoczesna Polska. Oczywiście jest to także ważny partner nowopowstałego projektu Ministerstwa Cyfryzacji. Cieszę się, że pomysł cyfrowej biblioteki lektur przyjął się i trafił do głównego obiegu, poprzez uznanie państwowej jednostki administracyjnej. Jednak zastanawiam się, czy portal odniesie spektakularny sukces i faktycznie ułatwi uczniom dostęp do lektur oraz zachęci ich do czytania.

Najważniejszym elementem portalu jest to, że lekturę można mieć ze sobą wszędzie. Specjalna aplikacja pozwala na dostęp do treści książki, więc wystarczy smartfon lub tablet, czyli urządzenia, z którymi kojarzą się młodsze pokolenia. Na papierze i ekranie brzmi to świetnie, w codzienności wygląda to znacznie gorzej. Zanim dorwałem się do Kindle’a, czytałem książki na ekranie tabletu. Koszmar dla moich oczu, za przyjemność lektury płaciłem przekrwionymi gałkami. Wyglądałem jak obłąkany królik. Przejście na Kindle’a sprawiło, że czytanie ebooków nie powoduje mnie tej niepokojącej transformacji. Poza tym zastanawiam się nad nawykami młodzieży. Wykorzystują smarfony głównie do komunikacji, rozrywki, a jeżeli już ktoś czyta teksty w Internecie, to raczej wybiera te niezbyt długie, idealnie pasujące do ekranu i umilające ewentualną podróż. Gdzie tutaj miejsce na lekturę? Osobiście w ogóle go nie widzę. Zachęcenie młodzieży do czytania na smartfonach i tabletach, wymagałoby zmiany nawyków. A sam portal z dostępnymi książkami, na pewno tego nie zmieni.

Problemem nie będą nauczyciele zakazujący elektroniki na lekcjach, ale sami uczniowie przyzwyczajeni do innego wykorzystania ekranu. Doceniam powstanie lektury.gov.pl, to ważny krok wskazujący, że w edukacji istotna jest cyfryzacja. Jednak musi za tym iść coś więcej. Na przykład rzetelne kształcenie z zakresu świadomego korzystania z Internetu, z selekcji informacji, a także z zagadnień związanych z prawem autorskim. Bez tych elementów rozprawianie o postępującej cyfryzacji edukacji, jest pozbawione podstaw. To musi być realizowane kompleksowo, a nie od przypadku do przypadku.

Nie dołączę do grona osób zachwalających lektury.gov.pl. Uważam, że jest to inicjatywa słuszna, odrobinę nieprzemyślana i pozbawiona edukacyjnego kontekstu.

Wieści z Rozładowani.pl