CMF Clip Pro – słuchawki open ear, które wyróżniają się nie tylko dobrym basem. Plusów jest więcej, ale czy zasługują na miano Pro?
Otwarte słuchawki CMF Clip Pro towarzyszą mi już od kilku tygodni, zatem przyszła pora na odpowiedź na pytanie, czy to najlepsze słuchawki open ear z jakimi miałem do czynienia?
Nieco ponad miesiąc temu Akis Evangelidis, jeden z założycieli marki Nothing, do której należy brand CMF zapowiedział rychłą ofensywę firmy w segmencie sprzętu audio. Testowane przede mnie otwarte słuchawki CMF Clip Pro z pewnością wpisują się w ten plan. Warto przy okazji zwrócić uwagę na fakt, że poprzedni model słuchawek typu open ear od Nothing wszedł na rynek niemal dokładnie dwa lata temu. Nazwano je po prostu Ear (open) i na oficjalnej stronie Nothing wciąż można je kupić. Wydany w 2024 roku sprzęt pod względem wzornictwa cały czas pozostaje ciekawy, ale technicznie, CMF Clip Pro zdecydowanie z nimi wygrywają posiadając chociażby wzmocnienie basu czy obsługę kodeka Hi-Res. Czy to jednak jedyne zalety najnowszej propozycji Nothing? Otóż nie!
CMF Clip Pro – unboxing i pierwsze wrażenia
Kartonik, w którym znajdują się słuchawki utrzymano w typowej dla marki, oszczędnej w formie stylistyce. Na froncie znalazła się grafika prezentująca część słuchawki, natomiast na bocznych ściankach wypisano najważniejsze cechy tego nietypowego zestawu. Spoglądając na prawą stronę dowiadujemy się zatem, że Clip Pro posiadają dynamiczny przetwornik 10,8 mm, system wspierający czysty dźwięk podczas rozmów oraz certyfikat Hi-Res Audio. Na lewej ścianie znajdują się za to informacje dotyczące czasu pracy (do 10 godzin na jednym ładowaniu) oraz oznaczenia odporności słuchawek i etui, odpowiednio IP54 i IPX2.
W pudełku umieszczono plastikową wytłoczkę (szkoda, bo takie tworzywo sztuczne kojarzy mi się z niskiej jakości produktami), w której znajduje się etui ładujące. W nim są słuchawki. W zestawie nie ma przewodu do ładowania, ale to moim zdaniem dobra decyzja, bo nikt raczej nie potrzebuje już kolejnych, króciutkich kabli USB, które jeszcze niedawno dodawane były do słuchawek bezprzewodowych. Nothing dorzuciło wymaganą, papierową dokumentację i obrazkową instrukcję pokazującą jak zakładać Clip Pro. To akurat okazuje się potrzebne.
W pierwszych chwilach uwagę zwraca etui, które wyróżnia się nie tylko nietypową formą (która przypomina mi benzynową zapalniczkę), ale także specjalnym pokrętłem. CMF podkreśla, że w codziennym życiu wszechobecne dotykowe elementy sterujące po prostu zawodzą i bywają bezużyteczne w rękawiczkach, gdy mamy spocone palce, albo aktywują się przypadkiem, gdy tego nie chcemy. Dlatego postawiono na fizyczne pokrętło Smart Dial, które daje pewność i niezawodność obsługi. Ja początkowo byłem sceptyczny, co do użyteczności tego elementu, ale po kilku tygodniach muszę przyznać, że zmieniłem zdanie – gdy pracuję przy biurku, bardzo chętnie korzystam ze Smart Dial do regulowania głośności słuchawek i uważam, że jest to świetne rozwiązanie.
Design pokrętła od razu wpadł mi w oko, spodobało mi się też to, ze wykonano je z metalu. Niestety to, co uważam za ewidentną wadę to fakt, że Smart Dial ma odczuwalny luz. Choć skok jest poprawny i towarzyszy mu charakterystyczne kliknięcie (duży plus za to, że w górę brzmi inaczej niż w dół), to zanim wykona się ruch w żądanym kierunku, pokrętło zauważalnie rusza się o milimetr, dwa w jedną czy drugą stronę. Wolałbym, żeby Smart Dial chodził ciaśniej. Zostając jeszcze na chwilę przy etui chciałbym pochwalić jakość wykonania wieczka, które jak wynika z mojego doświadczenia zawsze jest najdelikatniejszym elementem tego typu akcesorium i nierzadko chybocze się na boki. W przypadku CMF Clip Pro nic takiego nie ma miejsca i nie boję się, że któreś dnia wieczko się urwie.
Przechodząc do głównego obiektu zainteresowania trzeba podkreślić, że Clip Pro to słuchawki, które tuż po wyjęciu z etui zaskoczyły mnie swoją lekkością (ważą niecałe 6 gramów każda). Ich poprawne założenie nie sprawiło mi większego problemu. Zwróciłem jednak uwagę na spasowanie umieszczanego za uchem obciążnika, a konkretnie na widoczne i rzucające się w oczy miejsce łączenia dwóch części tego elementu. Moim zdaniem nie wygląda to dostatecznie PRO. Poza tym, pierwsze wrażenia są jak najbardziej pozytywne. Słuchawki zachwyciły mnie ilością i jakością niskich tonów, co do których podchodziłem z pewną rezerwą po testach modeli open ear innych producentów.
Jakość wykonania
Większość spostrzeżeń na temat jakości testowanego sprzętu marki CMF wyraziłem już w akapitach niemniej warto dodać jeszcze kilka słów. Jeśli chodzi o etui ładujące, mogę wyrażać się jedynie w superlatywach. Materiał użyty do jego produkcji jest dobrej jakości, matowe wykończenie powoduje, że nie należy spodziewać się rychłego porysowania powierzchni. Dodatkowo samo akcesorium świetnie leży w dłoni, wspominane przeze mnie wieko przymocowane jest solidnie, ale tym, co odróżnia to etui od setek i tysięcy innych tego typu produktów jest obecność Smart Dial. Pokrętło jest zaskakującym elementem Clip Pro, do którego przekonałem się po czasie i w chwili obecnej uważam, że jest to genialne rozwiązanie.
Kółkiem można kręcić, by zwiększać lub zmniejszać głośność, a przyciśnięcie go umożliwia pauzowanie odtwarzanego utworu. To nie koniec możliwości, bo w aplikacji Nothing X da się przypisać pokrętłu inne funkcje takie jak przewijanie utworów, wywoływanie asystenta głosowego czy przełączanie trybu niskiego opóźnienia. Jak wspomniałem wyżej, szkoda jedynie, że Smart Dial ma wyczuwalne luzy, bo daje to wrażenie niższej jakości, aniżeli można by oczekiwać od modelu z PRO w nazwie. Etui ma jeszcze na froncie diodę, której kolor i czas świecenia oddaje stan akumulatorów. I jeśli chodzi o ten aspekt uważam, że Nothing poszło w złą stronę, zbytnio to wszystko komplikując. Opcje są następujące:
| NISKI POZIOM NAŁADOWANIA AKUMULATORA (>5% i <30%) | JASNE CZERWONE ŚWIATŁO PRZEZ 3 SEKUNDY |
| ŚREDNI–WYSOKI POZIOM NAŁADOWANIA AKUMULATORA (≥30%) | JASNE BIAŁE ŚWIATŁO PRZEZ 3 SEKUNDY |
| ŁADOWANIE | CIĄGŁE CZERWONE ŚWIATŁO |
| PEŁNE NAŁADOWANIE I PODŁĄCZONY KABEL ŁADUJĄCY | CIĄGŁE BIAŁE ŚWIATŁO |
W większości modeli słuchawek jakie testowałem i z jakich korzystam, czerwone światło oznacza bardzo niski, wręcz krytyczny poziom baterii, ładownie sygnalizowane jest na pomarańczowo, naładowanie na zielono. Jest to pewien standard, w przypadku którego wszystko jest jasne. Nothing poszło swoją drogą i wybrało tylko dwa kolory – biały i czerwony, co nawiązuje do języka komunikacji tej marki, niemniej jednak wprowadza to pewne zamieszanie i wymaga wykucia powyższej tabeli na pamięć. Problem w tym, że w przypadku CMF, czerwony kolor diody to albo bardzo źle dla słuchawek (zaraz się rozładują), albo właśnie się ładują (dobrze). Z drugiej strony, białe światło mówi, że stan baterii to np. 31% ale równie dobrze może to być 99%. I to jest tak naprawdę nie dość precyzyjną informacja. Nie wiadomo też, jaki jest stan baterii samego etui (to widać w aplikacji). Na całe szczęście słuchawki naprawdę długo pracują na jednym ładowaniu.
Słuchawki mają ciekawą konstrukcję. Główka zawierająca głośnik połączona jest krótkim i giętkim pałąkiem, a ten z obciążnikiem zawierającym w środku baterię. Ostatni element ma też przycisk sterujący o chropowatej powierzchni, który podobnie jak Smart Dial można przypisać do kilku funkcji. Jak wspomniałem wcześniej słuchawki są bardzo lekkie, ich poprawne założenie wydaje się intuicyjne. Co do jakości wykonania słuchawek nie mam większych zarzutów, poza widocznym łączeniem materiałów na ciężarku. Gdy się przypatrzeć można jeszcze dostrzec ślad zgrzewu idący przez połowę szerokości pałąka i górną części główki. Znów można zadać sobie pytanie, czy przystoi to produktowi z PRO w nazwie?
Dźwięk i codzienne użytkowanie
CMF Clip Pro wygodnie się nosi, a dzięki ich niskiej wadze można w nich z powodzeniem chodzić przez wiele godzin. Jak to w przypadku słuchawek typu open ear, głośnik znajduje się blisko kanału słuchowego, ale słuchawki nie zatykają uszu, przez co dobrze słychać otoczenie. Wysoka jakość przetworników sprawia, że jednocześnie bardzo dobrze słychać także muzykę, choć, wybierając tego typu sprzęt trzeba brać poprawkę na to, że zwykle takie stwierdzenie łączy się z zastrzeżeniem jak na słuchawki open ear. Nie inaczej jest w przypadku CMF Clip Pro.
W pierwszych chwilach byłem pod wrażeniem basów jakie oferują te słuchawki i stwierdziłem, że są to najlepiej oddane niskie tony jakie słyszałem do tej pory w tym segmencie. Po kilku tygodniach wciąż podtrzymuję to zdanie. Podbicie w CMF Clip Pro jest wyraźnie odczuwalne, ale pozostaje przyjemne dla ucha, powiedziałbym, że jest naturalne. Nie skłamię gdy powiem, że słuchając muzyki w domu czy biurze można zapomnieć, że to słuchawki otwarte, a nie douszne. Wrażenia muzyczne są aż tak dobre. W miarę cichym otoczeniu (dom, biuro), gdy regulator głośności ustawi się na maksymalnie 60% słuchanie muzyki to przyjemność. Dźwięk pozostaje czysty i zbalansowany na całej szerokości sceny.
Swoje robi obsługa kodeka Hi-Res, oraz wspomniane niemal 11 milimetrowe przetworniki. Źródłem dźwięku podczas moich testów były utwory streamowane przez Apple Music na MacBooku lub iPhonie, w możliwie najwyższej dostępnej jakości stanowiące szeroki przekrój od bluesa przez rock i pop do hip hopu. Clip Pro to słuchawki uniwersalne, które na podobnym poziomie odnajdą się w każdym gatunku muzycznym zadowalając casualowego słuchacza. Jak wspomniałem wyżej, nowe słuchawki od Nothing najprzyjemniej brzmią w domowym zaciszu, niezbyt głośnym biurze, albo w plenerze poza miastem, gdy głośność ustawi się na mniej więcej połowę, maksymalnie trzyczwarte możliwości regulatora.
Po wyjściu na zewnątrz, przemieszczając się ulicami dużego miasta, głośność na poziomie 60% nie wystarczy, by słyszeć tekst słuchanych utworów, a o podcastach czy audiobookach można niestety zapomnieć. To nie jest wada akurat CMF Clip Pro, ale cecha otwartych słuchawek. W CMF Clip Pro problem jednak w tym, że im głośniej, wyraźniej spada jakość odtwarzanej muzyki. Blisko maksymalnych poziomów głośności (80% – 100%) podbite niskie tony przestają być już odczuwalne, za to wysokie stają się zbyt dominujące, ostre, a efekt końcowy jest taki, że przy dynamicznych, bardziej rockowych kawałkach, ale i popowych numerach, muzyka i dźwięki otoczenia zlewają się jeden nieprzyjemny hałas.
Aplikacja Nothing X pozwala na modyfikację ustawień equalizera, oprócz kilku zdefiniowanych profili można także ustawić własny. Szkoda, że tylko jeden, bo idealnie byłoby móc zapisać ich więcej nadając im nazwy. Na plus należy zaliczyć też opcję ograniczania wycieku dźwięku na zewnątrz. To kolejna cecha otwartych słuchawek, które z racji swojej budowy mogą zdradzać innym czego akurat w danym momencie słuchamy. O ile w przypadku muzyki nie zawsze będzie to problem, o tyle podczas rozmów dobrze byłoby mieć pewność, że tylko my słyszymy rozmówcę. Cieszę się, że Nothing dało możliwość ustawienia ograniczenia wycieku dźwięku tylko dla rozmów, bo przy aktywowaniu tej funkcji także dla muzyki słuchanie przestaje być przyjemne. Kolejną przydatną i przy okazji sprawnie działającą funkcją CMF Clip Pro jest obsługa dwóch urządzeń jednocześnie. Korzystam z niej od pierwszego dnia moich testów i działa bez zarzutu.
Ostatnią kwestią, którą chciałbym poruszyć jest czas pracy słuchawek na jednym ładowaniu. Producent deklaruje nawet 10 godzin odtwarzania, co byłoby fantastycznym wynikiem. Podczas moich testów nie udało mi się osiągnąć aż tak dobrego rezultatu, ale zbliżyłem się całkiem blisko tej deklaracji, za co należy się Nothing duży plus. O siódmej rano rozpocząłem odtwarzanie muzyki z akumulatorami naładowanymi do 100%, na głośności około 60-70%, z ustawionym wzmocnieniem basów +2, przełączając się pomiędzy dwoma urządzeniami. Po ośmiu godzinach, aplikacja Nothing X pokazała, że poziom baterii obu słuchawek wynosi 15%. Uważam to świetny wynik!
Podsumowanie
CMF Clip Pro to słuchawki typu open ear, które oferują świetnej jakości dźwięk i naprawdę odczuwalne (i przyjemne w odbiorze) niskie tony. To zdecydowanie wyróżnia je na tle konkurencji, która często obiecuje power bass, ale tak naprawdę więcej w tym marketingu niż faktycznie dobrego brzemienia. Otwarte słuchawki od Nothing są też zadziwiająco lekkie i mogą pochwalić się wyjątkowo długim czasem pracy na jednym ładowaniu. Dodatkowo etui posiada unikatowy Smart Dial, który pozwala w wygodny sposób sterować dźwiękiem bez konieczności otwierania aplikacji muzycznej czy szukania regulatora głośności w systemie.
Jakość dźwięku niestety pogarsza się po przekroczeniu 65% – 70% poziomu głośności, co niestety jest konieczne w głośnym otoczeniu, np. w centrum miasta. Wtedy uwidaczniają się wady słuchawek o otwartej konstrukcji, których jak na razie nie udało się skutecznie przezwyciężyć. Słuchawki świetnie sprawdzają się w domu, w biurze lub po prostu tam, gdzie nie jest zbyt głośno – podczas jazdy na rowerze czy biegania poza miastem lub gdzieś na obrzeżach. Biorąc to wszystko pod uwagę, pojawia się pytanie, czy CMF Clip Pro słusznie nazywają się Pro? Im dłużej się nad tym zastanawiam, tym bardziej dochodzę do wniosku, że jeśli mówimy o słuchawkach za 349 złotych, to tak, w tym przypadku jest to jeszcze do zaakceptowania.
Dane techniczne
| Model | CMF Clip Pro |
| Wymiary i waga słuchawki | 30,75 mm x 28,84 mm x 18,21 mm, waga: 5,92 g |
| Wymiary i waga etui | 52,1 mm x 26,69 mm x 51,01 mm, waga: 38,81 g |
| Dźwięk | Przetworniki dynamiczne 10,8 mm
Kodek LDAC Hi-Res Audio Wireless 5 trybów equalizera + 1 własny |
| Bateria | 60 mAh w słuchawce, 475 mAh, 10 minut ładowania zapewnia 4 godziny słuchania, czas pracy słuchawek: do 10 godzin + 32,5 godziny dzięki etui |
| Mikrofony | 2 mikrofony w jednej słuchawce, układ VPU poprawiający jakość rozmów |
| Łączność | Bluetooth 5.4 BLE, tryb dwóch urządzeń jednocześnie |
| Odporność | Słuchawki IP54 (woda i kurz), etui IPX2 (kurz) |
| Sterowanie | Przycisk na słuchawce: odtwarzanie/pauza, odbieranie połączeń, odrzucanie połączeń, do przodu/do tyłu, głośniej/ciszej
Pokrętło na etui: głośniej/ciszej, odtwarzanie/pauza, odbieranie połączeń, odrzucanie połączeń, do przodu/do tyłu, asystent głosowy (także AI), tryb niskiego opóźnienia |
| Dioda LED | Wskaźnik stanu baterii i ładownia (czerwony/biały), parowanie, reset |


















