Byłem zakładnikiem powiadomień | DailyWeb.pl

Byłem zakładnikiem powiadomień

Opublikowano 8 miesięcy temu - 4


Tudum. Dioda mryga. Nowe powiadomienie. Facebook. Nowy post w grupie. Tudum. Messenger. Nowa wiadomość. Tudum. Gmail. Przypomnienie o deadlinie. Tudum. Znów Gmail. Nowe zadanie. Facebook. Messenger. Trello. Slack. SMS. Gmail. Poprawki od szefa. Trello. Slack. Messenger. Telefon. Tudum. Dioda mryga.

Gdzie jest dawny ja?

Ostatnio mam bardzo, bardzo trudny okres w swoim życiu. O ile zawsze uchodziłem za mistrza organizacji czasu, o tyle ostatnio nie wyrabiam - wszystkie zadania i inne obowiązki skumulowały się w czasie i to do tego stopnia, że moja złota zasada "noc jest od spania, a nie pracowania" musi zostać naciągnięta. I to bardzo. Praca dyplomowa sama się nie napisze, zadania wynikające z umów same się skończą, szkolenia same się nie poprowadzą, wpisy na DailyWeb same się nie stworzą, na zajęciach obecności same się nie załapią. Nie lubię zawalać czekogolwiek, dlatego też z niczego nie zrezygnuję. Cóż, wniosek na przyszłość? Lepiej panować nad terminami realizacji umów. ;-)

Byłem zakładnikiem

W całym tym zabieganiu zauważyłem, że bardzo zaczęły stresować mnie... powiadomienia. Tak, powiadomienia. Gdy usłyszałem odpowiedni sygnał/wibrację, gdy zobaczyłem mrygającą diodę mojego telefonu serce stawało mi dęba. Oczywiście w wielkiej przenośni, co nie zmienia faktu, że każde powiadomienie ogromnie mnie stresowało. Moje pierwsze myśli gdy telefon wskazywał na nową notyfikację? "O czymś zapomniałem!", "Będę musiał zrobić coś jeszcze...", "Czas uporać się z poprawkami", "Klient chce się spotkać i omówić dalszą współpracę". W głowie rodziło mi się jedno pytanie: "kiedy?" A raczej: "KIEDY?!"

I wtedy wyłączyłem powiadomienia.

Ale i tak kiedyś do tego będziesz musiał zajrzeć - pomyślicie. I macie rację. Ustaliłem sobie, że sprawdzam powiadomienia średnio raz na 1,5 godziny. Wtedy nie stresuję się każdą nową notyfikacją - nie myślę o tym, że za chwilę prawdopodobnie będę musiał zrobić coś pilnego, że wieczorem - zamiast wyjść ze znajomymi na miasto - będę musiał napisać nowe teksty, będę musiał pomyśleć nad nową kreacją. Skupiam się na jednym zadaniu i - nie myśląc za wiele o tym, co czeka mnie na skrzynce mailowej - wykonuję je o wiele efektywniej.

Może i jestem dziwny, ale mi osobiście bardzo to pomaga. Usunąłem rozpraszacz z mojego otoczenia - w trakcie dnia sprawdzam jedynie narzędzia przydatne w pracy, a wszelkie inne aplikacje "odwiedzam" wieczorem, jako formę rozrywki, oderwania się od obowiązków dnia codziennego. Jeśli macie podobnie jak ja - spróbujcie. Polecam. Mariusz Lewandowski.