Bloger vs sklep internetowy - czyli jak nie powinno to wyglądać | DailyWeb.pl

Bloger vs sklep internetowy - czyli jak nie powinno to wyglądać

Opublikowano 5 lat temu - 5


Wczoraj blogosfera zawrzała. To za sprawą kontrowersyjnej wymiany złośliwości na łamach fejsbuka. O co poszło? Blogerka dopomniała się o swoje tantiemy, ale przedstawiciel sklepu zamiast poprosić o wyjaśnienie czy też załatwienie sprawy w korespondencji prywatnej, oskarżył blogerkę o wyłudzenie. Przepychanka słowna trwała do momentu, kiedy sklep Schaffashoes nie napisał mejla i zastraszył skarbówką.

Od czego się właściwie zaczęło? Sklep internetowy opublikował na swoim profilu, w serwisie społecznościowym informację o zatrudnieniu nowej blogerki. Niestety dotychczasowo wspolpracująca z nimi Eliza Wydrych, postanowiła przy okazji tego wpisu ponaglić sklep o wypłacenie zaległego wynagrodzenia.  Schaffashoes postanowiło kontratakować, twierdząć - że współpraca nie dała im oczekiwanej satysfakcji i tym samym oskarżyła blogerkę o wyłudzenie.

Uważam, że obie strony nie zachowały się tak, jak należało w tej sytuacji. O ile jestem w stanie zrozumieć irytację blogerki, która z palca sobie nie wyssała ustaleń, o tyle z drugiej strony kto umawia się na tzw. gębę? Poza tym pranie wszelkich brudów i to w poście kompletnie nie związanym ze sprawą jest też mało poważne. Gdyby blogerka miała spisaną stosowną umowę, nie było by tego typu nieporozumień i musiałaby posuwać się do tak radykalnych i niepoważnych działań. Sama sobie winna, ale...

Jednak zachowanie blogerki jest niczym w porównaniu do tego co wypisywał PRowiec sklepu. Zamiast uciąć całą sprawę i wyjaśnić ją przez telefon czy kontakt mejlowy, postanowił kontynuować dyskusję oczywiście co post strzelając sobie raz w stopę a raz w kolano, wszystko ku radości czytających, których było niemało (ponad 37 000 fanów na portalu Facebook). To jednak nie koniec, gdyż prawdopodobnie pod wpływem emocji zaprzestali strzelania w swoją kończynę i postanowili popełnić PRowe samobójstwo. Oto jakiego mejla napisali blogerce, chwile po całym zajściu:


W tym momencie opad szczęki. Polityka obrażania, poniżania a na końcu zastraszania. Specem od PRu nie jestem, ale problem współpracy chyba nie powinien być rozwiązany w ten sposób? Z ogromną ciekawością czekam na rozwój całej sytuacji, gdyż jeśli wkroczy skarbówka do całej sprawy to obawiam się, że więcej problemów z tego tytułu będzie miał sam sklep, z tytułów prawnych - oczywiście pomijając PRową wpadkę. W końcu oddawał przedmioty w rozliczeniu barterowym, które podlegają także opodatkowaniu.

W całym tym zamieszaniu, chyba najbardziej poszkodowaną osobą jest Marta Wierzbicka, która chyba nie tak wyobrażała sobie zaanonsowanie jej współpracy z tym kontrowersyjnym sklepem internetowym. Podejrzewam, że pod falą krytyki jaka zalała sklep lada chwila pojawi się oświadczenie sklepu (jak jak przewiduje Maciek Budzich) o tym, że stażystę poniosły emocję, zwalając całą winę na wyimaginowanego pracownika.

PS Sklep usunął część dyskusji.