Biurowy zestaw klawiatura + mysz MK540 od Logitech – pierwsze wrażenia




Biurowy zestaw klawiatura + mysz MK540 od Logitech – pierwsze wrażenia

Opublikowano 1 miesiąc temu -


Technologia wciąż się zmienia. Pojawiają się headsety wirtualnej rzeczywistości w wersjach domowych, składane smartphone’y i cała masa innych sprzętów, o których pewnie nawet nie słyszałam. Mimo upływu czasu oraz wzrastającej liczby alternatyw fizyczne klawiatury i myszki wciąż mocno trzymają się na rynku i uważane są za podstawowy element wyposażenia każdego domu z komputerem. Trudno zresztą polemizować ze słusznością tego podejścia. Wszak PC bez klawiatury i myszy wyraźnie traci na funkcjonalności.

W moje ręce do testów trafiło właśnie takie niezbędne combo – MK540 od Logitech. Przyznam, że cieszyłam się na wypróbowanie tych sprzętów, bo wydawały się wpasowywać w charakterystyczny dla mnie tryb ich użytkowania. Mój, mający już swoje lata, laptop nie pozwala na zbyt duże gamingowe szaleństwa, więc nie mam ogromnych wymagań względem urządzeń peryferyjnych. Zwłaszcza myszki, z której korzystam raczej sporadycznie. W przypadku klawiatury oczekiwania te są już nieco większe. Pracuję jako copywriterka, poza tym pisuję dla kilku różnych portali, a i aktywność akademicka wymaga ode mnie tworzenia artykułów czy prezentacji – innymi słowy: trochę w tę klawiaturę klepię. Czy combo od Logitech jest w stanie zaspokoić takiego użytkownika jak ja?

Opakowanie

Wciąż liczę na to, że kiedyś przyjdzie do mnie paczka tak pięknie zapakowanego sprzętu, że będę mogła pozachwycać się jego detalami w sposób podobny do reszty ekipy z DW. Nie jest to jednak ten raz. MK540 zajmuje dość duże, kartonowe pudełko z nadrukiem typowym dla estetyki producenta. Niczego mu nie brakuje, ale na fajerwerki nie ma co się nastawiać.

W środku – klawiatura, mysz, nadajnik USB, papierek dotyczący gwarancji i rysunek na kartonie wskazujący, jak przystąpić do pracy ze sprzętem. Wszystko schludnie zabezpieczone i na swoim miejscu.

mk540

Podłączenie

Prościej już chyba nie można. Po wyciągnięciu zabezpieczeń baterii wystarczy jedynie podłączyć do komputera malutki nadajnik USB, a następnie uruchomić sprzęty przy pomocy suwaków on/off. Jedna wtyczka obsługuj jednocześnie oba urządzenia.

Wykonanie

MK540 robi solidne, ale nie zachwycające wrażenie. Klawiatura nie trzeszczy, jest dobrze spasowana, jednak ma w sobie coś takiego, co każe mi myśleć, że to tylko kwestia czasu. Niedługiego czasu. Ramka i klawisze wykonane są z lekko chropowatego, matowego plastiku, wypełnienie między nimi zaś z plastiku lśniącego, ale odpornego na odciski palców. Front ma kolor czarny, a plecki biały.

Na myszce znajdziemy cztery rodzaje tworzywa. Boki wykonane ma z antypoślizgowego, nieco lepkiego (a przez to dla mnie nieprzyjemnego) materiału, część z przyciskami jest z kolei czarna i matowa, z tyłu znajduje się lśniący czarny fragment, plecki zaś to plastik biały o satynowej strukturze. W porównaniu do klawiatury myszka wydaje się estetycznie nieco solidniejszym i droższym sprzętem.

mk540

Pierwsze wrażenia

Pierwszym, co rzuca się w oczy w przypadku MK540 to wyraźna prostota. Minimalizm funkcji, oczywiste dostosowanie do użytkownika casualowego. Jedyne udogodnienie klawiatury stanowi obsługa dźwięku i video przy pomocy dedykowanych klawiszy dodanych w górnej części urządzenia. Myszka także wyposażona jest zaledwie w dwa przyciski kółko do scrollowania.

Podczas wstępnych oględzin wydawało mi się, że klawisze klawiatury osadzono dość płytko, tymczasem mają wyraźny, dość wysoki skok. Pierwsze minuty z tym urządzeniem były więc dla mnie trudne (jestem, przyzwyczajona do niskoskokowej klawiatury laptopowej), a i po chwili nie mogłabym uznać pracy na nim za w pełni komfortową. Myszka z kolei wydała mi się nieco zbyt mała (luźny mały palec) i powolna. Ale kto wie? Może jeszcze się pokochamy?

Pełna recenzja Logitech MK540 już jest.