Już na początku przygody z „Battletoads” w wersji AD 2020 można zorientować się, że zachowana została jedna z podstawowych cech wyróżniających tę serię. Chodzi oczywiście o legendarnie wysoki poziom trudności. Nie jest on co prawda aż tak przesadzony jak w pierwszej grze, ale na pewno nie jest to bułka z masłem. Sam włączyłem średnią trudność, a i tak ginąłem średnio co kilka minut. Można więc od razu powiedzieć, że jest to gra dla wyjadaczy i fanów serii.

Kolejny element, który od razu rzuca się w oczy i który jest typowy dla tego tytułu to specyficzny, grubiański humor. Tytułowe żaby – Rash, Pimple i Zitz – zostają odnalezione po latach hibernacji i wówczas rozpoczyna się ich nowa przygoda. Przygoda pełna prostych żartów, tandetnych one-linerów i specyficznego klimatu. To nie będzie widowisko dla wszystkich, ale jeżeli lubicie zabawę w takim stylu – raczej pokochacie „Battletoads” 2020, tak jak było to w moim przypadku.

Zagadką w przypadku takich remake’ów jest zazwyczaj gameplay – czy uda się odtworzyć magię pierwowzoru? To jednak inny przypadek niż np. nadchodzący „Tony Hawk’s Pro Skater”, gdzie wyjątkowo liczy się płynność ruchów i specyficzny „flow”. Pamiętajmy, że po raz pierwszy „Battletoads” ukazało się w 1991 roku na konsolę NES i jeśli twórcy próbowaliby teraz odtworzyć rozgrywkę z tamtych lat, to skazaliby się na finansową porażkę. Dlatego w wersji 2020 postawiono bardziej na elementy beat ’em up, długie combosy i dynamiczne wymienianie wszystkich trzech bohaterów podczas walki. Gra się więc zgoła inaczej niż lata temu, ale czy zabawa jest gorsza? Ostateczną ocenę wydam w pełnej recenzji.


Posłuchaj nas!