Tak zostało właściwie do dziś. Za każdym razem, kiedy mam chwilę, żeby pochylić się nad którąkolwiek z prac tego tajemniczego Brytyjczyka, rozpatruje każdy szczegół, szukając (skutecznie) kolejnego dna. Banksy’ego albo się kocha, albo nienawidzi, ale pewne jest, że to jeden z najbardziej wyrazistych artystów XXI wieku.

Tym bardziej cieszę się, że mogę Wam pokazać wystawę, na której byłam w miniony weekend. Wejdźcie ze mną raz jeszcze w świat, w którym nie ma kompromisów, a każda wada współczesnego człowieka obnażona jest do granic możliwości.

Zapraszam. Będzie grubo, ale bardzo fajnie.

The Art of Banksy without limits w Warszawie

Centrum Praskie Koneser w Warszawie powitało mnie mało przyjazną pogodą i pięknym kompleksem obiektów mieszkalno-biurowo–rozrywkowych. Liczba osób w kolejce już od samego początku wskazywała na duże zainteresowanie wystawą, a to, co wydało mi się najfajniejsze, to fakt, że rozpiętość wiekowa była całkiem spora. Być może to efekt tego, że artysta ze swym przekazem dociera do różnych grup wiekowych i społecznych, a być może świadomość, że to pierwszy tak duży w Polsce pokaz tego kontrowersyjnego twórcy. Dla mnie była to mieszanka wszystkich tych elementów, doprawiona szczyptą ekscytacji i entuzjazmu, które już po przekroczeniu progu wystawy wprawiły mnie w ogromny zachwyt.

Tour po ponad stu pracach – od oryginalnych eksponatów, poprzez obrazy, rzeźby i zdjęcia – po raz kolejny uświadomił mi, jak bardzo to, co Banksy funduje nam za pomocą różnej formy przekazu, jest odzwierciedleniem obecnej sytuacji na świecie. Nie ma tu miejsca na zmiękczenia, niedomówienia i łagodność. Zamiast tego jest bezlitosna szydera z konsumpcjonizmu, potępienie dla spustoszenia, jakie niesie pycha, zachłanność i wojna oraz jedyny w swoim rodzaju dialog, w jaki wchodzi z nami artysta.

Wystawa zawiera wszystkie najpopularniejsze dzieła Banksy’ego jak „Bomb Hugger”, „Kissing Coppers”, „Girl with Balloon”, „Trolley Hunters”, czy „Devolved Parliament” – wyjątkowy obraz olejny na płótnie, przedstawiający stado hałaśliwych szympansów zamiast brytyjskich polityków debatujących w Izbie Gmin.

Jeśli miałabym odpowiedzieć, która praca wywarła na mnie największe wrażenie, to na pewno nie umiałabym zdecydować się na jedną. Każda z nich budzi zupełnie inne emocje, często docierając tam, gdzie wielu z nas na co dzień się nie zapuszcza.

Banksy wprowadza nas w świat, w którym podstawowe wartości ludzkie dawno ustąpiły miejsca pogoni za pieniądzem, egoizmowi, czy po prostu zwykłej głupocie. W świecie tego artysty brak jest współczucia, prawdziwej miłości i stabilizacji. I chociaż wszystkie te emocje mają wydźwięk negatywny, wystawa wprowadza w zadumę i chwilowe zwolnienie, których efektem są bardzo ciekawe wnioski.

Każdemu z Was, kto chociaż trochę ma ochotę na zajrzenie w głąb siebie – serdecznie polecam tę wystawę. Czasem warto się zatrzymać i ruszyć dalej z czystszą głową, niż pędzić bezwiednie tam, gdzie niekoniecznie chcielibyśmy się znaleźć.

Pokaz wszystkich dzieł Banksy’ego, który teraz mamy okazję oglądać w Warszawie, w 2016 roku opuścił Instabuł i od tego czasu gościł w Amsterdamie, Paryżu, Berlinie, Rijadzie, Melbourne, Antwerpii, Bukareszcie, Cluj, Budapeszcie oraz Wiedniu.

Wyjątkowego charakteru całości nadaje fakt, że Banksy od lat z powodzeniem utrzymuje swoją tożsamość w tajemnicy, a jego dzieła podbiją nie tylko aukcje, ale i serca milionów odbiorców na całym świecie.

Jak widać, prawdziwa sztuka obroni się sama i żadne upiększające filtry, ani niedorzeczne edycje, odbiegające czasem od bolesnej prawdy, nie są jej potrzebne. Wydaje mi się, że to największa zmora współczesnego człowieka – próbujemy przekłamać rzeczywistość, szukając szczęścia w pozornych jego źródłach. Zapędzeni w kozi róg własnych pragnień na wyrost, więcej niszczymy, zabijamy i chcemy, niż dajemy od siebie.

Czy to wszystko jest czegokolwiek warte?

Jak zobaczycie wystawę i przyjdzie Wam do głowy refleksja na ten temat, koniecznie dajcie znać!