Audioquest DragonFly Black, Red, Cobalt - zmieszczą się w ręce i sprawią, że usłyszysz więcej

Audioquest DragonFly Black, Red, Cobalt – zmieszczą się w ręce i sprawią, że usłyszysz więcej

Opublikowano 5.12.2019 8:58 - Akcja Partnerska


Wygląda jak pendrive i ma jego rozmiary. Ma też dziurkę na kabel Jack 3.5 mm. Występuje w kolorze czarnym, czerwonym i niebieskim. Jego charakterystycznym znakiem jest ważka. Czym jest? To przetwornik cyfrowo analogowy (DAC). Wzmacniacz i przedwzmacniacz w jednym, który poprawi jakość dźwięku z Twojego smartfona i komputera.

Kiedyś przed pojawieniem się cyfrowych odtwarzaczy i cyfrowych form zapisu muzyki, pewne techniczne aspekty tworzenia sprzętu mogły wydawać się bardziej przystępne dla laików. Teraz, gdy prawie każde urządzenie musi przetwarzać dźwięk z cyfrowego źródła (telefon, komputer, odtwarzacz sieciowy) do analogowego odbiornika (słuchawki, głośniki), pojawił się pewien problem. Potrzebny jest układ, który będzie konwertował cyfrowy sygnał w ten analogowy. Nie chcę zanudzać Was szczegółami, ale każde urządzenie taki układ ma — lepszy lub gorszy, ale ma go na pewno. Tu pojawia się jednak pewien problem.

Urządzenia, których używamy (zwłaszcza smartfony), stworzone są do tego, by były jak najbardziej uniwersalne. Nadają się do wielu rzeczy — np. słuchania muzyki, oglądania seriali, korzystania z szybkiego Internetu, fotografowania i wielu innych czynności. Owszem zdarzają się modele ukierunkowane bardziej na którąś z nich, ale ma to miejsce znacznie rzadziej niż kiedyś. Jeśli chodzi o jakość odtwarzanej muzyki, producenci nie przykładają zbytniej uwagi do tej funkcji. Stosują często standardowe rozwiązania przeciętnej klasy. W przypadku komputerów osobistych (laptopów) ciężko nawet o taką informację. Jeśli chodzi o smartfony, to wiele zależy od producenta procesora, bo układ DAC często jest elementem SOC procesora. W przypadku popularnych procesorów Qualcomm układ DAC jest różny pomiędzy seriami procesorów. Łatwo się domyślić, że najwięcej otrzymują klienci, kupujący sprzęt z najwyższej półki.

Są jednak wyjątki. Nawet kupno najdroższego urządzenia czasem nie zagwarantuje dobrego dźwięku, są przypadki, w których producent zapomniał o implementacji odpowiedniego oprogramowania systemowego i przez droższy układ wcale nie gra lepiej. Po drugiej stronie barykady znalazła się chyba jedyna firma, która przykłada dziś należytą uwagę do projekcji dźwięku. To LG, które w topowych modelach (jak V50 ThinkQ) postanowiło zaimplementować układ DAC uznanej firmy ESS.

Czy jest więc szansa na to, by cieszyć się świetnym dźwiękiem prosto z telefonu lub komputera? Tak, to testowane przez mnie urządzenia firmy Audioquest. Tym razem, w moje ręce wpadły wszystkie 3 modele DAC z serii DragonFly.

Audioquest zrodził się z pasji

Audioquest to firma założona przez Williama E. Low w 1980 roku. William Low, do którego wszyscy zwracali się Bill (przez co można się spotkać też z Billem Low). Już od wczesnych czasów szkolnych pasjonował się tematyką audio. Sam konstruował też wzmacniacze i tunery oraz tworzył do nich okablowanie. Zajmował się też sprzedażą i dystrybucja sprzętu. Szybko zauważył też, że jego produkty (zwłaszcza okablowanie) dorównują konkurencji, a nawet ją przewyższają. Stąd decyzja o powołaniu własnej firmy. Przez lata stał się w pewnym stopniu ikoną na rynku, jego sprzęt i kable zyskały uznanie, a dziś stanowią czołówkę rynku.

Audioquest DragonFly to seria 3 małych DAC, które powstały jako odpowiedz na potrzeby rynku i pytanie — czy da się coś zrobić z kiepskim dźwiękiem z mojego laptopa/telefonu?

Dla kogo jest Audioquest DragonFly?

Wymierne korzyści odniesie każdy, kto jest niezadowolony z dźwięku jaki płynie z telefonu bądź laptopa. Oczywiście wiele zależy od formatu odtwarzanej muzyki. Różnicę słychać, nawet gdy korzysta się serwisów streamingowych. Jeśli dysponujemy droższymi słuchawkami, to uważam, że jest to niemal obowiązkowe akcesorium.

Audioquest DragonFly w trzech wersjach

Kolor to nie jedyna cecha, która odróżnia od siebie te trzy maleństwa. Każde z nich ma w sobie odmienny mikroprocesor i przetwornik cyfrowo analogowy. Z oficjalnej strony dowiadujemy się następujących danych:

  • Audioquest DragonFly Black (233 zł) – DAC ESS Sabre ES9010, mikrokontroler PIC32MX270, wyjście 1.2 V, wzmacniacz słuchawkowy Texas Instruments TPA6130, analogowa kontrola głośności.
  • Audioquest DragonFly Red (455 zł) – DAC ESS Sabre ES9016, mikrokontroler PIX32MX270, wyjście 2.1 V, wzmacniacz słuchawkowy ESS Sabre 9601, cyfrowa kontrola głośności (64 Bit Bit Perfect).
  • Audioquest DragonFly Cobalt (899 zł) – DAC ESS Sabre ES9038Q2M, mikrokontroler PIC32MX274, wyjście 2.1 V, wzmacniacz słuchawkowy ESS Sabre 9601, cyfrowa kontrola głośności (64 Bit Bit Perfect).

Zmiany konstrukcyjne miały znaczenie w kilku aspektach. Wersja Black jest modelem podstawowym i oferuje najmniej na wyjściu, bo 1.2 V. Ma też analogową kontrolę głośności. Wersja Red dzieli z Black ten sam mikrokontroler, ale ma lepszy układ DAC i więcej mocy na wyjściu. 2.1 V pozwala na napędzanie zdecydowanie bardziej wymagających słuchawek niż model Black. Flagowa wersja Cobalt posiada najnowszy i najmocniejszy z całej trójki DAC ES9038 oraz nowy mikrokontroler, który jest 33% szybszy (oraz bardziej energooszczędny dzięki czemu zużywa mniej prądu z urządzań mobilnych). Model Cobalt w odróżnieniu od Black i Red dysponuje również specjalnie zaprojektowanym, nowym filtrem zasilania, który redukuje zakłócenia pochodzące z WiFi, Bluetooth oraz urządzeń mobilnych. Do modelu Red i Black, podobnie działający filtr (w starszej wersji) można było dokupić oddzielnie (Audioquest Jitterbug). Każdy model charakteryzuje też inną charakterystyką dźwięku, ale o tym za chwilę.

Jakość, wykonanie i zawartość opakowania

To, co łączy każdy z trzech modeli to fakt, że przychodzą one do nas w czarnych kartonikach. Opakowanie jest solidne, w środku znajdziemy właściwe urządzenie, wszelkie potrzebne informacje o sprzęcie oraz dedykowane skórzane etui do przenoszenia sprzętu. Kupując modele Black, Red oraz Cobalt od polskiego dystrybutora w zestawie otrzymamy voucher na 3-miesięczny abonament Tidal Hi-Fi gratis  – to bardzo miły gest. DragonFly Cobalt dostarczany jest też w zestawie z przejściówką DragonTail USB do USB C.

Wykonanie wszystkich trzech modeli stoi na najwyższym poziomie. Elementy metalowej obudowy są dobrze spasowane, a wtyk USB jest pozłacany. Obudowa modelu Black jest pokryty czarnym, gumowym tworzywem, w ten sam sposób jak w przypadku niektórych mikrofonów scenicznych. Model Red i Cobalt polakierowane są w kolorach odpowiadających nazwie, z tym wyjątkiem, że zamiast gumowego lakieru użyto błyszczącego (producent twierdzi, że to odporny mechanicznie lakier samochodowy). Mimo niewielkiego rozmiaru wszystkie trzy modele są stosunkowo ciężkie — potęguje to wrażenie solidnego sprzętu. Na obudowie każdego z nich widnieje biała ważka. Kolor, jakim jest podświetlana, informuje o częstotliwości próbkowania odtwarzanych plików.

Pierwsze wrażenia i obsługa

Trzy maluchy, które mam możliwość testować, robią wrażenie wykonaniem — to już pisałem. Dobre wrażenie stwarza też obsługa, która jest bajecznie prosta. Nie potrzeba być studentem informatyki, by poradzić sobie z konfiguracją w systemie Windows lub Mac OS. W zasadzie wystarczy podpiąć urządzenie, by zaczęło działać.

W przypadku smartfonów z Androidem potrzebne jest urządzenie z obsługą audio via USB, przy czym teraz jest to już standard dla większości urządzeń. W przypadku tabletów i telefonów Apple wszystkie modele z systemem powyżej wersji 10.6.8 będą obsługiwać DAC. W przypadku chęci używania DragonFly z telefonem lub tabletem konieczne będzie użycie odpowiedniej przejściówki. AudioQuest produkuje je pod nazwą DragonTail ( w wersji USB C oraz Micro USB, dla Lightning poleca się przejściówkę od Apple).

Jakość dźwięku i odsłuch

Wspominałem, że zależy ona od materiału muzycznego, jakim dysponujemy. Nie ukrywam, że największą różnicę w wydobywającym się dźwięku słyszałem, korzystając z prywatnej kolekcji muzyki w bezstratnym formacie. Co ciekawe, różnica słyszalna jest też również na słuchawkach, których nie można nazwać mianem sprzętu HiFi, jak pchełki od Apple.

Każdy z modeli dysponuje innym charakterem. DrogonFly Black, dźwięk zyskuje w całym swoim omnium. Dźwięk jest bardziej szczegółowy i przejrzysty. Wyraźniej zaznaczona jest też scena, która jest odczuwalnie większa. To pierwszy model, od którego zacząłem odsłuch. Odniosłem wrażenie, jak gdyby moje słuchawki nabrały nowej mocy.

DrogonFly Red i Cobalt odsłuchiwałem z większym zapałem, gdy dotarło do mnie, jak wiele może dać tak małe urządzenie. Może słuchałem ich też częściej dlatego, że podjąłem już decyzję, że wkrótce któryś model kupię prywatnie. Czerwona i kobaltowa wersja grają w pewnym stopniu podobnie, zwłaszcza gdy zwracam uwagę na niskie częstotliwości. Jest pewna różnica, ale muszę sobie zadawać pytanie, czy to nie moja wyobraźnia płata mi figle. Kobaltowy DragonFly zdradza wyższość w środkowych partiach, te wydają się bardziej naturalne i analityczne. Góra jest już całkiem inna, bardziej odseparowana — prywatnie tego nie lubię. Owszem dzięki temu każdy dźwięk czy instrument, można słyszeć z osobna, co daje dużą radość, gdy siedzi się w fotelu z zamkniętymi oczami, odlatując gdzieś daleko. Ja lubię, gdy muzyka płynie, zwłaszcza gdy słucham jej, zajmując się innymi czynnościami — inaczej nie potrafię się na nich skupić. Pewnie dla tego prywatnie wybrałbym model Red — ale podkreślam, to indywidualne preferencje. W związku z tym polecam przetestowanie wszystkich trzech modeli i wybranie tego, który będzie dla nas najbardziej odpowiedni.

Konkluzja

Audioquest wprowadzając na rynek pierwszą generację DragonFly, zatrząsł rynkiem w posadach. Teraz, po kilku latach od tamtego momentu, specyfika sprzętu i sposób, w jaki większość ludzi słucha muzyki, pozostają niemal niezmienne. Dalej większość z nas słucha jej na słabych smartfonach i jeszcze gorszych słuchawkach. Akceptuję to. Nie spodziewam się, że nagle zobaczę ludzi ze słuchawkami klasy Audeze iSine w uszach i odtwarzaczach z DAC w rękach. DAC podobny do DragonFly nadal jest potrzebnym akcesorium.

Jeśli jednak szukasz w miarę taniego sposobu na podniesienie jakości muzyki, której słuchasz, to masz kilka wyjść. Jednym z nich jest zakup Audioquest DragonFly Black (233 zł), Red (455 zł) lub Cobalt (899 zł). To małe urządzenie, które daje naprawdę dużo. Ktoś może w to nie wierzyć, ale zagraniczne serwisy pokazały w różnych testach laboratoryjnych zalety tego rozwiązania. Sam myślałem już kiedyś o zakupie tego sprzętu, nie sądziłem jednak, że tak trudno będzie mi teraz bez niego żyć.


Sprzęt do testu dostarczyły nam salony Top Hi-Fi.

Wieści z Rozładowani.pl