Od jakiegoś czasu staram się uporządkować stan swojego biurka i zgromadzonych na nim sprzętów. Myślałem, że laptop, monitor, zewnętrzna klawiatura i myszka, lampka i wieloportowa ładowarka w zupełności mi wystarczają. Jak się okazuje, tak nie było. Brakowało mi głośnika, bo te w monitorze szału nie robią. Ponadto, nie zawsze wykorzystuję komputer, jako odtwarzacz muzyki, ale też i telefon. Zacząłem się rozglądać za głośnikiem Bluetooth, ale nie każdy pasował mi do „wystroju” biura. Wtem w moje ręce wpadł Audio Pro BT5. To jest to, czego potrzebowałem!

Zaliczam się do grona osób, które lubią słuchać muzyki w pracy. Chociaż wiele osób twierdzi, że w charakterystyce wykonywanych przeze mnie czynności, czyli głównie pisanie, może ona przeszkadzać, to akurat nie w moim przypadku. Wręcz przeciwnie, o wiele łatwiej mi się skupić na wykonywaniu zadań zawodowych, kiedy w tle kłębią się dźwięki muzyki. Jak zapewne czytaliście w moich wcześniejszych wpisach, korzystałem z inteligentnego głośnika, jednak ten zmienił swoją lokalizację. Brakowało mi zatem na biurku urządzenia, które mógłbym wykorzystać do odtwarzania ulubionych utworów. Nie potrzebowałem niczego efektownego, ale okazuje się, że bardzo ciekawy sprzęt otrzymałem do testów. To głośnik Bluetooth Audio Pro BT5. Jednocześnie jest to moja pierwsza styczność z tą marką.

Pudełko, a w nim…

Opakowanie, które dostarczył mi kurier, z początku wywołało we mnie wrażenie, że chyba jednak to będzie za duży sprzęt na moje biurko. Jednak, kiedy je otworzyłem, ujrzałem głośnik w bardzo przystępnych rozmiarach. Nie czekałem długo, od razu wylądował on w docelowym miejscu. Okazało się, że idealnie pasuje do mojej koncepcji. W pudełku, poza samym głośnikiem, znajdują się dwa kable zasilające – jeden z końcówką europejską, drugi z dostosowaną do gniazdek brytyjskich. Oprócz tego karta gwarancyjna oraz instrukcja obsługi.

Pierwsze wrażenia

Nie jest tak, że nie wiedziałem, jaki głośnik otrzymam do testów. Dlatego też wcześniej zobaczyłem jego zdjęcia. Pomyślałem sobie wtedy, że jeśli na żywo będzie się prezentować tak samo, to super. Szybkie wyciągnięcie urządzenia z opakowania i co? Wow! Czarny model, który otrzymałem, wygląda rewelacyjnie. Uroku dodaje mu ciekawa faktura na wierzchu i spodzie, wyraźnie wyczuwalna pod palcami. W dodatku maskownica pokryta jest bardzo ciemnym szarym materiałem. Nie bez znaczenia jest tutaj pochodzenie marki, która stworzyła ten zacnie wyglądający głośnik. Audio Pro pochodzi ze Szwecji i zdecydowanie widać tutaj styl, który dziś można zauważyć w wielu domach i mieszkaniach. W „części biurowej” mojego mieszkania próbowałem również nadać taki charakter wyposażeniu. Może nie do końca mi się to udało, ale Audio Pro BT5, jako urządzenie dodaje fajnego uroku. Na jego obudowie widnieją jeszcze dwa ciekawe akcenty. Na froncie widnieje  niewielkie logo producenta. Na wierzchu zaś znajdziemy panel sterowania, który tworzy nam srebrną powierzchnię. Przyciski tutaj umieszczone są dość niewielkich rozmiarów, ale to dobrze, ponieważ nie przytłaczają, a tworzą harmonię z pozostałą częścią urządzenia. Widnieją tutaj także dwie kontrolki świetlne, potwierdzające tryb pracy.

Z tyłu znajduje się gniazdo zasilania, wejście Aux – można podłączyć zewnętrzne urządzenie poprzez kabel z końcówką jack 3,5mm oraz przełącznik trybu automatycznego wyłączenia. Działa on w połączeniu z przyciskiem umieszczonym na wierzchu urządzenia i pozwala nam decydować, czy po jego przyciśnięciu w celu wyłączenia, urządzenie to zrobi, czy przejdzie w tryb czuwania. Tutaj znajdziemy także otwór w obudowie typu bass reflex. Jeśli chodzi o to, co w środku, czyli wzmacniacz, to mamy tu do czynienia z Class D10 W + 30 W.

Jak gra Audio Pro BT5?

Rozpoczęcie korzystania z głośnika jest bajecznie proste. Wystarczy go tylko podłączyć do prądu, przycisnąć odpowiedni przycisk na obudowie i uruchomić odpowiedni tryb. W związku z tym, że Audio Pro BT5 to głośnik Bluetooth (4.0), taką też technologię wykorzystałem podczas pierwszego jego uruchomienia do odtwarzania dźwięku. Na pierwszy strzał poszło podłączenie smartfona. Przytrzymałem przez chwilę przycisk Pair na urządzeniu, telefon go bez problemu znazał. Sparowanie potwierdzone zostało ciągłym światłem małej kontrolki. Dotychczas moje obcowanie z tego typu sprzętem sprowadzało się do jakiś niezgrabnych urządzeń, których dźwięk pozostawiał wiele do życzenia. Zwłaszcza kiedy przychodził czwartek wieczór, a Armin Van Buuren rozpoczynał swój cotygodniowy A State Of Trance. Ciekaw byłem, jak to będzie wyglądać, a raczej słychać, w przypadku tego głośnika. Szybkie wyszukiwanie w Spotify, ostatni epizod i play. Najpierw cicho, bo lubię wiedzieć, jak sprzęt grający sprawdzi się, kiedy za moim fotelem usypia dziecko. Dźwięk był dość delikatny, ale pozwalał w pełni rozkoszować się melodyjnością gatunku trance. Przyszedł czas na sprawdzenie standardowego poziomu głośności, jaki mnie najbardziej interesuje podczas pracy. I tu ciekawe zaskoczenie. Spodziewałem się raczej dźwięku, który niczym mnie nie porwie. Tu się jednak okazuje, że przy tego rodzaju muzyki, Audio Pro BT5 gra bardzo przyjemnie. Nie ma szału z jakąś głębią w przypadku niskich tonów, ale z drugiej strony, dzięki temu nie są one męczące. To raczej nie miał być głośnik, który ma taki poziom basów, że wszystko zacznie drgać wokół niego. I to akurat bardzo dobre rozwiązanie. Ciekawie sytuacja się wygląda, kiedy jeszcze bardziej zwiększamy głośność. Dźwięk (łącznie z basem) jest tak przyjemny, że specjalnie słuchałem wszystkich utworów głośniej niż zwykle. Szczególnie jednego z ostatnich kawałków Tiesto – The Business.

Jednak nie byłbym sobą, gdybym nie spróbował innych klimatów, bo trance nie jest jedynym moim ulubionym. W Spotify wleciał Royal Blood ze swoim Typhoons, a potem The Black Keys z Shine A Little Light. Ależ to pięknie wybrzmiało. Do tego stopnia, że obydwa utwory zapętlałem przez kolejne 30 minut. To, jak Audio Pro BT5 ciekawie przekazuje wokal, jak i inne elementy, zasługuje na pochwałę. Nie poprzestałem jednak na tych dwóch gatunkach. Spróbowałem także posłuchać twórczości Pezeta. Utwór Nisko jest niebo sprawił, że zbierałem szczękę z podłogi. Uwielbiam ten kawałek, a to, w jaki sposób wydobywa się on z tego głośnika, to naprawdę robi wrażenie.

Audio Pro BT5 – co dalej?

Jako że przez większość dnia korzystam z komputera, podłączyłem głośnik poprzez Bluetooth do niego. Cała procedura, jak wspomniałem wyżej w odniesieniu do smartfona, była szybka. Mogłem więc bez zbędnego tracenia czasu rozkoszować się muzyką bez drenowania baterii smartfona. Im dłużej korzystałem z Audio Pro BT5, tym wyrobiłem sobie przyzwyczajenie do rozpoczynania odtwarzania muzyki wraz ze startem pracy. Spędzam dość dużo czasu przed komputerem, a w tym czasie cały czas lecą jakieś utwory. W dłuższej perspektywie czasu głośnik sprawdza się bardzo dobrze. Dźwięk, który emituje, nie męczy, nie sprawia, że potrzebuję chwili odpoczynku.

Są zalety, a jak wady?

Zastanawiałem się, czy coś mi w Audio Pro BT5 nie pasuje. Wygląd ma świetny, dźwięk bardzo przyjemny. Jedyną zatem rzeczą, do której mógłbym się przyczepić, jest stosunkowo mało basu przy naprawdę niskim poziomie głośności. Poza tym, dla mnie sprzęt bardzo dobry.

Podsumowanie

Audio Pro BT5 to wręcz rewelacyjny pod względem wyglądu głośnik. Zachwyca on swoją obudową, która w moim egzemplarzu łączy kolory czarny, ciemny szary oraz srebrny. To nie jedyna propozycja producenta. Ten sam model dostępny jest także w wersji driftwood oraz orzech włoski. Co do walorów związanych z dźwiękiem, to stoi on na wysokim poziomie. Byłem z niego bardzo zadowolony, zarówno słuchając trance’u, rocka, jak i rapu. Komu bym polecił ten model? Na pewno wszystkim, którzy szukają głośnika, który będzie towarzyszem podczas home office. W moim przypadku sprawdził się bardzo dobrze. Dla tych, którzy lubią posłuchać swojej ulubionej muzyki przy niemęczącym przekazie z głośnika, również polecam Audio Pro BT5. Model ten można kupić za 599 zł w sieci salonów Top Hi-Fi & Video Design, od której otrzymaliśmy go do testów.