Audeze Mobius - słuchawki, które spełniają wszystkie moje potrzeby




Audeze Mobius - słuchawki, które spełniają wszystkie moje potrzeby

Opublikowano 2 miesiące temu -

Słuchawki bezprzewodowe. Wielu z Was, drogie Czytelniczki i drodzy Czytelnicy, pewnie ma takie i sobie je ceni. A ja nigdy nie umiałem się do nich przekonać. Blokuje mnie moje myślenie. Peryferia muszę mieć na kablu. Klawiatura i mysz? Przewód, bo przecież nie będę ładował akumulatorów lub wymieniał baterii. Słuchawki? Na minijackach, bo co zrobię, jak mi się rozładują? A jakość dźwięku? Co kabel, to kabel. I tak mi się tłuką po głowie podobne myśli i opinieA teraz w moje ręce trafiły bezprzewodowe słuchawki Audeze Mobius.

Przez pewien czas miałem laptopa podpiętego kablem do routera. Serio. Potem kupiłem zewnętrzną kartę sieciową i nagle okazało się, że to WiFi to całkiem nieźle działa. Chociaż w tym przypadku udało mi się wyjść z mojej strefy komfortu i zacząć korzystać z czegoś bezprzewodowo. A teraz przyszedł czas na słuchawki. W ramach redakcyjnych testów sprzętu postanowiłem zmierzyć się z Audeze Mobius. Wiele wskazuje na to, że mogą one zmienić moje podejście do bezprzewodowych słuchawek.

Zacznijmy od początku, czyli od pudełka.

Dawno nie widziałem tak eleganckiego opakowania. Wszystko utrzymane w głębokiej czerni. Same słuchawki są zabezpieczone gąbką, siedzą w niej mocno i wątpię, aby jakiekolwiek drgania mogły je uszkodzić. Jednak zanim do nich dotarłem, to musiałem zając się dwiema kopertami. W pierwszej znalazłem materiałowy pokrowiec na słuchawki. Świetna rzecz! Mogłem zabrać je na wieś i nie martwić się o to, że gdzieś się zarysują. Audeze Mobius idą z duchem czasu, więc muszą być mobilne. Cieszę się, że ktoś pomyślał o osobach, które będą je często przewoziły.

Zostawmy już pokrowiec i przejdźmy do instrukcji. Ładnie wydana, przejrzysta z jasnym opisem poszczególnych funkcji. Wielkim plusem jest skrócona charakterystyka słuchawek. Jeżeli ktoś zagląda do instrukcji, dopiero gdy napotka jakiś poważniejszy problem, takie streszczenie funkcji jest prawdziwym zbawieniem.

Ja również je doceniam, pomimo tego, że z przyzwyczajenia sięgam po dokumentację. W przypadku Audeze Mobius skrót pozwolił mi na szybkie zrozumienie poszczególnych elementów słuchawek oraz tego, jak sparować je za pomocą Bluetootha.

Nie miałem z tym absolutnie żadnych problemów. Słuchawki obsługują zarówno LDAC, jak i AAC. Co to oznacza? LDAC pozwala na przesyłanie dźwięku w wysokiej jakość (do 990 kbit/s przy próbkowaniu 24 bit/96Hz) za pomocą Bluetootha. AAC również zapewnia solidny dźwięk i jest głównie wykorzystywane w produktach Apple’a.

Słuchawki były podłączone do laptopa z Windowsem 10 oraz telefonu z Androidem 9.0 (Nokia 5). Podłączając Audeze Mobius, zadbałem o to, aby Bluetooth przesyłał dźwięk za pomocą LDAC. Wtedy przestałem czuć jakąkolwiek różnicę pomiędzy kablem oraz brakiem przewodu. Na dodatek mogłem spokojnie spacerować po mieszkaniu i słuchać podcastu (polecam nasz WWWłaśnie Podcast) lub muzyki. W trakcie tego łażenia nie odczułem żadnych strat jakości, nawet na moment nie straciłem połączenia. Do kuchni od komputera mam 4 metry, ale raz się zapomniałem i wyszedłem na klatkę, co daje dodatkowy metr. Z mojego doświadczenia wynika, że Audeze Mobius zapewnia doskonałą jakość dźwięku i brak utraty połączenia w trakcie spacerów po domu w promieniu 5 metrów od podłączonego urządzenia. Idealna odległość na moje potrzeby.

Ale co z kablami?

Test bezprzewodowości został zaliczony, ale co z kablami? Są w zestawie, spokojnie. Jest miniJack, USB-C oraz USB-A. Dzięki czemu słuchawki można spokojnie podłączyć do urządzenia wyposażonego w odpowiednie gniazda. W jakim celu skoro tak doskonale sprawdzają się w wersji bezprzewodowej? Żeby naładować baterię, na przykład. Przyznam, że zdarzyło mi się o niej zapomnieć, ponieważ wytrzymała 8 godzin aktywnego użytkowania. Korzystałem ze słuchawek, aż nagle zostałem poinformowany o niskim poziomie naładowania. A to tylko jeden z komunikatów, który można usłyszeć! W Audeze Mobius nie trzeba szukać dodatkowych diod określających stan słuchawek. Sprzęt dysponuje po prostu głosowymi komunikatami. Wystarczy słuchać, aby dowiedzieć się, że zostały sparowane lub podłączone za pomocą kabla. To jest detal, ale moim zdaniem sprawia on, że ze słuchawek korzysta się w bardzo wygodny sposób.

Audeze Mobius — jakość wykonania

Zanim przejdę do testów, chciałbym poświęcić akapit lewej słuchawce i jakości wykonania sprzętu. Dlaczego akurat ta jedna słuchawka tak mnie zainteresowała? Bo w niej znajduje się kilka ważnych rzeczy. Takich jak: pokrętła pozwalające na sterowanie głośnością mikrofonu oraz samych słuchawek, wyjście USB-C oraz gniazdu miniJack, przełącznik wyciszający mikrofon, gniazdo pozwalające podłączyć mikrofon (jest odłączany), przycisk pozwalający na wyśrodkowanie źródła dźwięku oraz włącznik.

To ostatnie pewnie Was zaintrygowało? W dalszej części recenzji opowiem, do czego to służy, ale teraz kilka słów o wrażeniach estetycznych płynących z wykonania. Audeze Mobius wyglądają wspaniale, są solidne i piekielnie wygodne. Spędziłem w nich kilka godzin, w których trakcie grałem, programowałem, pisałem, słuchałem muzyki i podcastów. Nie czuję, żeby męczyły mi się uszy. Tak dobrze się dopasowują, że raz w nich przysnąłem. Wieczorem, zmęczony całym dniem, postanowiłem posłuchać podcastu „Dirty John” i na chwilę przymknąłem oczu. A potem się obudziłem i zdałem sobie sprawę z tego, że nic nie pamiętam z danego odcinka. Następnie dotarło do mnie, że zdrzemnąłem się w słuchawkach.

Dość opowieści o estetyce słuchawek, eleganckim opakowaniu, kablach i kodekach! Czas na testy!

Audeze Mobius używałem w dwóch wariantach. W trakcie grania i słuchania muzyki. Z instrukcji dowiedziałem się, że mają zaprogramowane 7 różnych ustawień equalizera. Od razu wyłączyłem te, które mam na komputerze i w telefonie. Skoro testy to na całego! Głównie przełączałem się programem domyślnym, dedykowanym muzyce i grom FPS. Na moje ucho słuchawki są świetne. Doskonale odpowiadały temu, co akurat robiłem i na czym mi zależało. Jednak do jednej rzeczy muszę się przyznać.

Audeze Mobius jest wyposażone w emulowanie pomieszczenia. Pamiętacie, jak wspomniałem o tym przycisku pozwalającym na wyśrodkowanie źródła dźwięku? Jest on opisany jako 3D. Po pierwszym podłączeniu słuchawek postąpiłem zgodnie z instrukcją. Usiadłem z twarzą zwróconą do monitora, nacisnąłem przycisk i skalibrowałem ustawienia 3D. Po co one są? Audeze Mobius ma świetny bajer – dostosowuje źródło dźwięku do ruchów głowy. Nawet najmniejszych. W grach było to rewelacyjne, przy słuchaniu muzyki trochę mniej. To nie tak, że przy włączonej emulacji pomieszczenia, dźwięki instrumentów gubiły się w pogłosie. Skąd! Niektóre kawałki, na przykład jazz, zyskiwały więcej głębi. Problemem było to, że, przy odwracaniu głowy, w zależności od kierunku, jedna słuchawka była wyciszana, aby zbudować wrażenie zmiany mojego ustawiania w stosunku do źródła dźwięku. Muzycy czasem nagrywają ścieżki na różnych kanałach, a przy włączonym trybie 3D miałem wrażenie, że te smaczki mi umykają.

Jednak w grach, emulacja pomieszczania była obowiązkowo włączana. Jakie wrażenia? Boskie! Audeze Mobius wspierają dźwięk przestrzenny i gwarantują niebotycznie wysoką jakość. Co, oczywiście, przekłada się na wrażenia płynące z zabawy. W „Anthem” od razu orientowałem się, z której strony ktoś do mnie strzela. Na dodatek słuchawki potęgowały wrażenia siedzenia w puszce, bo w końcu te egzoszkielety coś takiego przypominają. Audeze Mobius pozwoliły mi na wejście w świat dynamicznej akcji, bez najmniejszej straty w jakości lub rozmywania poszczególnych odgłosów. Wszystko było doskonale słyszalne. Jeszcze mocniej precyzję dźwięku odczułem w „Layers of Fear”.

Ten polski horror posiada wspaniałą oprawę, za którą odpowiada Arkadiusz Reikowski. Audeze Mobius pozwoliły mi na pełne wczucie się w duszną atmosferę domu, po którym wędruje szalony malarz. A wrażenia z „Sea of Thieves”? W tym tytule po mapie krąży sztorm. Gdy się w niego wpłynie, to zaczyna się walka o przetrwanie. Trzaskają piorunu, rozlega się grom, a deszcz nawala po pokładzie. W pewnym momencie usłyszałem głośny dźwięk uderzającej błyskawicy, a potem dudniący, niski odgłos grzmotu. W Audeze Mobius miałem wrażenie, że stało się to dosłownie metr za mną. Wypłynąłem z tej burzy, ale trzęsły mi się ręce. Wrażenia były tak mocne, że musiałem zrobić sobie przerwę w pierwszym spokojnym porcie.

Te słuchawki doskonale sprawdzają się w grach. Dźwięk jest doskonały. Nic się ze sobą nie zlewa, żadnych przypadkowych piskliwych tonów lub rozmywającego wszystko basu. Za sprawą Audeze Mobius dźwięk zaczyna oddychać. W wielu innych słuchawkach miałem wrażenie, że przy uchu mam postawiony głośnik. Tutaj jest inaczej. Wszystko ma swoją przestrzeń, wybrzmiewa, sprawia, że dosłownie czuję się otoczonym oprawą dźwiękową gry. Na dodatek słuchawki śledzą ruch głowy i odpowiednio modyfikują kierunek, z którego słyszy się odgłosy. To potęguje wrażenia z rozgrywki, sprawia, że Audeze Mobius mogę z całego serca polecić osobom, które cenią sobie wysoki poziom immersji. Wystarczy założyć te słuchawki, aby w pełni zanurzyć się w dowolnym wirtualnym świecie. Jeżeli czujecie, że jakaś produkcja ma świetne udźwiękowienie, to Audeze Mobius sprawią, że je usłyszcie i docenicie.

Dość o grach! Porozmawiajmy o muzyce. Pianino Ahmeda Jamala z płyty „Marsellie” brzmi tak cudownie soczyście. Żaden ton się nie gubi. A perkusja Arta Blakey’a w „The Drum Thunder Suite”? Doskonała. Każde uderzenie wybrzmiewa, daje się usłyszeć. Muzyka w Audeze Mobius wybrzmiewa, ma przestrzeń, w której może ożyć. Nie jest płaska, jest soczysta, dynamiczna, wibrująca i czysta. Gdy skończyłem z jazzem, przerzuciłem się Death i krążek „The Sound of Perservance”. Główny riff ze „Spirt Crusher” brzmi obłędnie na Audeze Mobius. Jeśli chodzi o death metal, to mam różne doświadczenia ze słuchawkami. A to za dużo basu, a to za mało wysokich tonów, raz się zdarzyło, że riffy były całkowicie pozbawione dynamiki. Nic z tego nie miało miejsca, gdy korzystałem z Audeze Mobius. Wspaniale słyszalna była każda zmiana harmonii, solówki wybrzmiewały wspaniale.

A wokal Chucka Schuldinera? Dokładnie taki, jaki powinien być na tej płycie. Ostry, wyrazisty, przecinający riffy. Muzyka słuchana w Audeze Mobius zapewnia wyjątkowe wrażenia. W trakcie słuchania muzyki eksperymentowałem z własnych equalizerem, przełączając się pomiędzy sprzętowymi programami. Muszę przyznać, że z tych słuchawek można sporo wycisnąć. Podejrzewam, że wielu osobom w zupełności wystarczą już gotowe rozwiązania w ustawieniach dźwięku. Jednak są na świecie ludzie, którzy lubią ustawiać sprzęt pod swoje własne, indywidualne potrzebne. Nie wszystkie urządzenia są wystarczająco plastyczne. Audeze Mobius doskonale dostosowywały się do moich potrzeb. Dla mnie ich elastyczność jest zdecydowanym plusem.

Słuchawki, które otrzymałem do testów, spełniają wszystkie moje potrzeby. Sprawdzają się zarówno w trakcie gry, jak i słuchania muzyki. Są wygodne, nie męczą mi się w nich uszy. Po zdjęciu nie mam wrażenia, że zostałem ogłuszony, ponieważ ktoś przystawił mi głośnik zbyt blisko uszu. Pozostaje kwestia ceny. Audeze Mobius są drogie. Kosztują 1 899 złotych (aktualnie 1 525 zł na stronach Top Hi-Fi). Jednak, w przypadku tego sprzętu, koszt idzie w parze z bardzo wysoką jakością dźwięku. Jeżeli będziecie mieli okazję, to je wypróbujcie. Na stronie tophifi.pl znajdziecie formularz pozwalający na umówienie terminu prezentacji wybranego sprzętu. Przed zakupem tych słuchawek zachęcam do skorzystania z tej możliwości. Moim zdaniem są wspaniałe, jednak z własnego doświadczenia wiem, że każdy ma inne potrzeby słuchowe.

Sprzęt do testów wypożyczyła sieć salonów Top Hi-Fi & Video Design.