Firma Apple od zawsze dba o design swoich produktów. Nie zawsze się to udaje, a często też technologia na to nie pozwala. Tak było przykładowo z czytnikiem linii papilarnych. Apple koniecznie chciało zrezygnować z TouchID, ale niezbyt zadowalała ich jakość czujnika umieszczanego pod ekranem. W związku z tym zrezygnowano całkowicie z TouchID w ostatnich iPhone’ach, wyjątkiem był ostatni iPhone SE2.

Apple postawiło wszystko na jedną kartę i rozwijano FaceID, czyli rozpoznawanie twarzy w celu odblokowania ekranu, a później do autoryzacji także płatności. Sukcesywnie zmniejszano notcha, czyli wcięcie w górnej części ekranu. Są jednak granice. Nie da się zmniejszyć całkowicie czegoś, co jest potrzebne.

Apple schowa FaceID pod ekran

Gigant z Cupertino poszedł jednak o krok dalej i… udało im się schować kamerkę do FaceID pod ekran. Oznacza to, że iPhone nie będzie w ogóle posiadał notcha, a co za tym idzie – ekran będzie niemalże w 100% (pomijając ramki) pokrywał przednią część smartfona. Źródłem tych rewelacji jest analityk marki Apple, Ming-Chi Kuo, który zazwyczaj trafia z informacjami.

Stworzone właśnie rozwiązanie miałoby pojawić się w iPhone’ach dopiero w 2023, ale myślę że warto czekać. Konkurencja próbowała rozwiązać problem notcha wielokrotnie, ale jedyne co się udało to stworzenie „dziurki” w ekranach Samsunga. To wszystko.

Czego możemy spodziewać się po konferencji Apple 2021? Przegląd informacji

Już wcześniej otrzymaliśmy informacje, że iPhone w 2023 roku otrzyma aparat peryskopowy. Mogłoby to się pokryć z premierą „ukrytego” FaceID i stworzyć kolejny przełom, jeśli oczywiście nikt wcześniej nie uprzedzi Tima Cooka.

Co ciekawe wspomniany wcześniej czytnik linii papilarnych może jednak pojawić się już w tegorocznych iPhone’ach. Oczywiście byłby to dodatek do FaceID, ale dość przyjemny.