Podejrzewam, że o „Apex Legends” słyszeli już wszyscy fani gier komputerowych. Za tę produkcję odpowiada studio Respawn Entertaiment. Ich wcześniejsze tytuły, mam na myśli oba „Titanfalle”, uznaję za jedne z najbardziej niedocenionych gier komputerowych. Szczególnie drugą część, która jest po prostu świetna, dynamiczna i zwyczajnie uzależniająca. Może miała pewne problemy związane z balansem w trybie wieloosobowym, jednak możliwość kierowania potężnym mechem sprawiała, że szybko o nich zapominałem.

W „Apex Legends” nie uświadczymy wielkich robotów. Żadna z postaci nie może ich przywoływać. Sama gra osadzona została w uniwersum „Titanfall”, ale jakoś szczególnie tego nie odczułem. W końcu to battle royal! Trzeba przeżyć, przetrwać do końca! Konieczne jest przeszukiwanie wszystkich pomieszczeń, poszukiwanie lepszych pancerzy, amunicji, apteczek. Wszystkiego, co pozwoli wykończyć przeciwników i zająć pierwsze miejsce. Obecnie w „Apex Legends” nie ma nawet kropli historii. Jest za to niezwykle przyjemna i dynamiczna rozgrywka.

Od daty premiery, czyli od 4 lutego, spędziłem w „Apex Legends” 30 godzin. Jak na moje warunki, to całkiem sporo. Bawię się świetnie, co bardzo mnie dziwi. Do tej pory żadna produkcja z gatunku battle royale nie przyciągnęła mnie na dłużej niż 1 godzinę. Po tym czasie miałem ich zwyczajnie dość. Nie potrafiłem się do nich przekonać, czego nie mam w przypadku „Apex Legends”. Podoba mi się napięcie towarzyszące rozgrywce, konieczność sprawdzania wszystkich zakamarków. Plusem tej gry jest także to, że zabawa solo jest opcjonalna. Na mapę trafia 60 osób, podzielonych na 20 grup, w każdej są 3 osoby. Oczywiście większe szanse na przeżycie ma się w drużynie. Już od pierwszych minut widać, że „Apex Legends” stawia na zabawę w zespole. Podkreśla to także doskonały system komunikacji. Każdy element w cyfrowym świecie można oznaczyć, dawanie wskazówek swoim towarzyszom przychodzi łatwo. Nawet jeżeli nie grałem ze znajomymi, to i tak czułem, że moja drużyna porusza się w sposób skoordynowany. Żeby się dogadać, wcale nie potrzebowaliśmy mikrofonów.

R E K L A M A

Dość rozpływania się nad przyjemną zabawą! Czas na rzeczy, które zaczęły mnie drażnić. Brakuje mi jasnych statystyk broni. Dopiero za pomocą prób i (często śmiertelnych w skutkach) błędów zrozumiałem, które pukawki sprawdzają w zamkniętych pomieszczeniach, a które lepiej zabrać na otwarty teren. Kolejną sprawą jest brak jasnych informacji, co do dalszego rozwoju „Apex Legends”. Wystarczy rzucić okiem na „Fortnite”, aby stwierdzić, że Epic Games po prostu staje na głowie, aby utrzymać przy sobie graczy. Respawn Entertaiment zaliczyło świetny debiut, ludzie wręcz rzucili się na „Apex Legends”. Jednak jak długo potrwa tak duże zainteresowanie? W najbliższych tygodniach premiery mają takie gry jak „The Division 2” lub „Anthem”. Strzelanki, również skoncentrowane na trybie wieloosobowym. Podejrzewam, że wiele osób zabija czas, grając w „Apex Legends”. Z łatwością mogą porzucić ten tytuł, szczególnie w dniu premiery wyczekiwanej produkcji. Co wtedy zrobi Respawn Entertaiment? Czy mają plan, jak zachęcić odbiorców do pozostania w wykreowanym przez nich cyfrowym świecie?

Będą zmuszeni do działania. Tak dobrą premierę zapewnił im brak jakiegokolwiek marketingu. Wydawcą „Apex Legends” jest znienawidzone przez wszystkich graczy Electronic Arts. Nie byli przekonani co do sukcesu tego tytułu, ale twórcy postawili na swoim i stwierdzili, że gra powinna obronić się sama. Na szczęście się udało. Jednocześnie nie dziwię się, że Electronic Arts zdecydowało się na taki krok. Darmowe battle royale, z mikrotransakcjami, ze sklepem premium, w którym są jedynie skórki. Nagłówki o chciwości, o chęci ugrania czegoś na popularności gatunku, piszą się same. Gdyby prowadzili normalny marketing, to musieliby się mierzyć z wieloma nieprzychylnymi tekstami, ze względu na swoją kiepską reputację wśród graczy. A tak wzięli wszystkich z zaskoczenia.

Moim zdaniem przyszłość „Apex Legends” jest niepewna. To porządnie wykonana gra z solidną podstawą, jednak z tym potencjałem coś trzeba zrobić, trzeba mieć na niego jakiś pomysł. Na chwilę obecną właśnie tego brakuje.