Ahsoka, czyli nowy aktorski serial Disney+, osadzony w uniwersum Gwiezdnych Wojen wystartował dwa dni temu. Produkcja jest przede wszystkim kontynuacją animacji Gwiezdne Wojny: Rebelianci. Czy bez znajomości tego tytułu warto zabierać się za nową produkcję Disney+?

Ahsoka Tano to jedna z kluczowych bohaterek z uniwersum Gwiezdnych Wojen, jednak nigdy wcześniej nie pojawiła się w aktorskiej wersji. Fani dobrze ją kojarzą z filmu oraz serialu animowanego Gwiezdne Wojny: Wojny Klonów. Padawanka Anakina Skywalkera finalnie stanęła po jasnej stronie mocy, choć jej historia jest obfita w różne spiski, między innymi oskarżenie o zdradę, czy wykluczenie z Zakonu Jedi. Ponadto – przeżyła razem z Kapitanem Rexem Rozkaz 66. Pojawiła się również w Gwiezdnych Wojnach: Rebelianci, gdzie poznała: Ezrę Bridgera, Sabine Wren, Herę Syndullę, Garazeba „Zeba” Orreliosa i droida Choppera. W tymże samym serialu widzowie pierwszy raz ujrzeli niebieskiego Wielkiego Admirała Thrawna. Nadszedł czas na aktorskie wersje tych postaci. Większość z nich pojawi się w serialu aktorskim Ahsoka.

//dzisiaj na dailyweb

Ashoka Tano w wersji aktorskiej pierwszy raz pojawiła się w 5. odcinku 2. sezonu The Mandalorian. Dzięki niej okazało się, że Baby Yoda nazywa się Grogu i wspominany został również Thrawn jako poszukiwany przez bohaterkę antagonista. Był to przedsmak tego, co może nas czekać w przyszłości. I w końcu – dwa dni temu – 23 sierpnia 2023 roku – zadebiutowała Ahsoka. Tuż przed seansem zastanawiałem się, czy znajomość seriali animowanych jest niezbędna, aby czerpać przyjemność z seansu. Otóż – już odpowiadam. Jestem po dwóch, premierowych odcinkach i postanowiłem napisać parę słów o debiucie nowego serialu Disney+.

Ahsoka bez znajomości seriali animowanych? Czy taki seans ma sens?

Ahsoka bez znajomości seriali animowanych
Tak wyglądała animowana Ahsoka w 7. sezonie Wojen Klonów

W serialu Gwiezdne Wojny: Ahsoka poza tytułową bohaterką, w którą wciela się Rosario Dawson, zobaczymy postacie, znane z Gwiezdnych Wojen: Rebeliantów. W dwóch, pierwszych odcinkach swój udział mają: Hera Syndulla, Sabine Wren, Ryder Azadi i droidy: Chopper oraz Huyang. Wspominany jest również Ezra Bridger oraz Wielki Admirał Thrawn. Obaj pojawią się w serialu, a na pewno niebieski jegomość, bo poszukiwanie tego bohatera jest punktem wyjściowym fabuły.

To oczywiście bezpośrednia kontynuacja Rebeliantów. Liczba informacji, nazwisk, nazw planet i wydarzeń jest naprawdę spora. Czy osoba, która nie widziała wcześniejszych produkcji powinna się zabierać za serial Ahsoka? Jestem najlepszą osobą, aby odpowiedzieć na to pytanie.

Czy warto nadrobić seriale animowane? Obejrzenia całości potrwa… zdecydowanie zbyt długo

Ahsoka bez znajomości seriali animowanych
A tak wyglądał animowany Wielki Generał Thrawn w Rebeliantach

Przyznam szczerze – mimo że jestem fanem uniwersum Gwiezdnych Wojen – w animacjach mam spore braki. Jedynie kiedyś widziałem trzy sezony Wojen Klonów i w zasadzie – podobało mi się coraz bardziej. Standard wizualny poprawiał się z kolejną serią i jest to naprawdę świetna przygodówka z mnóstwem interesujących bohaterów. Poznałem młodą Ahsokę, która dopiero co stawiała pierwsze kroki u boku Anakina Skywalkera i walczyła z Imperium. Jednak był to zaledwie skrawek historii, kontynuowanej w kolejnych sezonach.  Na potrzeby tego wpisu przypominałem sobie opowieści moich znajomych, znających całą serię (również książkową) i uzupełniłem wiele faktów, dzięki gwiezdnej Wikipedii. Starałem się pominąć kluczowe informacje, bo planuje nadrobić wszystkie animacje, czyli: siedem sezonów Wojen klonów (133 odcinki) oraz pięć sezonów Rebeliantów (75 odcinków). Daje to nam w sumie 208 odcinków i uśredniając – jeśli każdy trwa 22 minuty, to zajęłoby mi to…4578 minut, czyli jakieś 76 godzin. Ehh… chyba nie starczy mi na to życia.

Wydaje mi się, że większą przyjemność z seansu mają osoby, które po prostu otrzymują nieoficjalny, aktorski 5. sezon Rebeliantów. To nie jest żadna oddzielna historia z bohaterami, znanymi z animacji. Padają nazwiska takie jak Ezra Bridger oraz Wielki Admirał Thrawn. Coś bardzo ważnego wydarzyło się w przeszłości, a wiecznie naburmuszona Ahsoka planuje ich odnaleźć, a przynajmniej jednego z nich, aby zapobiec międzygalaktycznej wojnie. Twórcy nie boją się stosowania długiej narracji. Widz otrzymuje dużo informacji, ale i tak mam wrażenie, że wiele nas omija. Dialogi wydają się przez to strasznie papierowe i nieprawdziwe. Ci bohaterowie o wszystkich tych wydarzeniach wiedzą – nie potrzebują przypomnienia. To samo dotyczy fanów serii – po raz kolejny dowiadują się o naprawdę istotnych i tragicznych szczegółach pewnych zdarzeń. Z jednej strony sam Dave Filoni mówił, że żadna wiedza nie jest potrzebna przed seansem Ahsoki, z drugiej – sugeruje obejrzenie odcinka Zmierzch Jedi (Epizod 10 seria 4 Rebeliantów) oraz resztę sezonu – s4e11-15.

Które odcinki Wojen Klonów i Rebeliantów obejrzeć, aby połapać się w Ahsoce?

Ahsoka bez znajomości seriali animowanych
Ekipa rebeliantów z serialu Gwiezdne Wojny: Rebelianci

No dobrze – nakreśli to historię wielkiego sporu między rebeliantami a Imperium z Wielkim admirałem Thrawnem na czele, ale co postacią Ahsoki? Paradoksalnie – jest najmniej ciekawą bohaterką w serialu. Nadąsana, mrukliwa i mocno się wywyższająca. Podejrzewam, że przy znajomości całej historii rozumiałbym jej nastawienie, a tak – póki co – bardziej mnie przekonuje Sabine Wren i Hera Syndulla.

Cały czas zastanawiam się, czy faktycznie osoby nieznające poprzednich produkcji powinny oglądać serial, gdyż ocena może być krzywdząca. Na szczęście fandom Star Warsów jest wiecznie żywy i na jednym z kont na Twitterze mamy podpowiedź, jakie odcinki należy obejrzeć, aby jeszcze lepiej połapać się w historii.

Gwiezdne Wojny: Ahsoka – garść pierwszych wrażeń dwóch, premierowych odcinków

Abstrahując już od tego, czy Ahsoka to serial hermetyczny i tylko dla turbofanów Wojen Klonów i Rebeliantów, to odpowiedzmy na jeszcze jedno pytanie – jak prezentuje się start serialu. Muszę przyznać, że pomimo chaosu narracyjnego, to zapowiada się na naprawdę świetną rozrywkę w świecie Gwiezdnych Wojen. Po pierwsze – świetny antagonista – Baylan Skoll, w którego rewelacyjnie wciela się śp. Ray Stevenson. Aktor kradnie każdą scenę – czuć od niego zarówno spokój, jak i śmiertelne niebezpieczeństwo.

Po drugie – świetna muzyka, scenografia i bardzo dobrze zrealizowane walki na miecze świetlne, których jest całkiem sporo. Niektórzy bohaterowie wyglądają dziwnie przez swój specyficzny design (Ahsoka, Hera), ale biorę poprawkę na to, że muszą się tak prezentować, aby oddać ducha animacji.

Kopia Grafiki w tekscie 2560x1680 1 4
Ahsoka Tano i Hera Syndulla w wersjach aktorskich

Ahsoka to serial nierówny, ale warty sprawdzenia

Poziom techniczny jest nierówny – momentami mam wrażenie jakby poszczególne sceny zostały nakręcone na przyśpieszonym klatkarzu, lub brakowało pewnych sekwencji w montażu. Dużo niepotrzebnie uciętych ujęć, które są przeplatane ładnymi, estetycznymi zdjęciami i świetnie zrealizowanymi walkami na miecze świetlne, czy pościgami.

Serial Gwiezdne Wojny: Ahsoka zaliczyła na pewno lepszy start niż Księga Boby Fetta, czy Obi-Wan Kenobi, który z każdym odcinkiem był coraz bardziej nieznośnym seansem. Nie jest to poziom poważnego Andora, ale uważam to za swojego rodzaju zaletę. Mamy już jedne dojrzałe Gwiezdne Wojny, a ja też chciałbym luźnej, dobrze zrealizowanej przygodówki. Jestem zaintrygowany, ale również poirytowany. Mam w głowie myśl, że wszedłem do krainy, której zasad – przez nieznajomość historii – nie do końca rozumiem. Oczywiście można oglądać bez znajomości animacji, ale wydaje mi się, że wiele elementów fabuły umyka. Zdecydowanie – idę nadrabiać te odcinki, które trzeba znać, aby czerpać większą przyjemność z seansu. Jak na serial, w który nie pokładałem żadnych nadziei – jest całkiem przyzwoicie.