A wiecie, że wciąż są ludzie, którzy rolę kart w grze widzą trochę inaczej?

A wiecie, że wciąż są ludzie, którzy rolę kart w grze widzą trochę inaczej?

Opublikowano 1.09.2019 13:11 -


Cyfrowe karcianki to nie tylko „Hearthstone” lub „Artifact”. Przykuły one najwięcej uwagi, są rozpoznawalne w świecie gier komputerowych, jednak nie można zapominać, że same karty mogą służyć w różnych celach! Pierwszym skojarzeniem jest walka dwóch graczy, coś na wzór pojedynku z „Magic: The Gathering”. Na tym schemacie bazują wspomniane przeze mnie tytuły, ale także setki darmowych, mobilnych produkcji. A wiecie, że wciąż są ludzie, którzy rolę kart w grze widzą trochę inaczej?

We wrześniowym Humble Monthly Bundle znalazłem tytuł „Slay the Spire”. Już wcześniej słyszałem o tej grze wiele dobrego. Dla wielu moich znajomych był to jeden z ciekawszych rougelike’ów ostatnich miesięcy. Chwalili wyzwania, modyfikacje, a także proces budowania umiejętności bohatera. Ja nie miałem czasu. Najpierw było „Anno 1800”, a potem „Age of Wonders: Planetfall”. Dopiero w ramach weekendowego poszukiwania inspiracji postanowiłem odpalić „Slay the Spire”.

Wsiąkłem. Od razu, na cztery godziny. Nie żałuję nawet minuty, na pewno jeszcze kilka razy wrócę.

W centrum całej zabawy jest karta, która stanowi formę umiejętności bohatera. Wpływa nie tylko na sam atak, ale także na różnego rodzaju statusy. Trucizny, krwawienia, wrażliwości – wszystko to zaklęte jest w kartach. Mogą one wpływać zarówno na prowadzoną postać, jak i przeciwników. W ciekawy sposób zostało rozwiązane budowanie talii.

W „Slay the Spire” na próżno szukać pakietów. Karty pozyskuje się u handlarza, w ramach nagród w trackie wydarzeń lub za wygraną walkę z potworami. Tych ostatnich jest najwięcej.

Dlatego tak ważne jest planowanie drogi, którą podążać ma bohater. Przy każdym rozpoczęciu rozgrywki mapa jest inna, co wymusza różne strategii. W trakcie rozgrywki przekonałem się, że potyczki z potworami są kluczowe dla rozwoju postaci. Po każdej walce wybierałem jedną z trzech kart. Oczywiście musiałem brać pod uwagę mój styl rozgrywki, a także talię, z jakiej korzystałem.

Czas abonamentowej apokalipsy w świecie gier

Umiejętności trzeba dobierać tak, aby tworzyć różnego rodzaju kombinacje. Nie tylko pomiędzy kartami, ale także z reliktami i eliksirami. Te ostatnie są bardzo sytuacyjne, jednak w dalszym ciągu muszą być brane pod uwagę w trakcie budowy zestawu.

To właśnie ten element warunkuje całą zabawę. Można podejrzeć talię, ale karty wybiera się zawsze po walce z potworami. A te mogą różnie się potoczyć.

Dlatego rozwijanie bohatera wiąże się z oceną ryzyka. Jak daleko mogę się posunąć w kolekcjonowaniu karty? Czy w obranej przeze mnie drodze znajdę wystarczającą liczbę miejsc przeznaczonych do odpoczynku i regeneracji zdrowia, aby poradzić sobie z bossem? Takie pytania wciąż zadawałem sobie w trakcie rozgrywki w „Slay the Spire”.

Gra pokazuje, że karcianka niekoniecznie musi opierać się na pakietach. Z kart można wyciągnąć znacznie więcej. Jednak potrzebny jest tutaj pomysł i solidne wykonanie, przede wszystkim pod kątem game designiu. W „Slay the Spire” magia tkwi w kartach oraz związanej z nimi losowości. Twórcy umiejętnie wykorzystują te elementy do dynamizowania zabawy.

Wieści z Rozładowani.pl