5 lat DailyWeb - oto nasza historia




5 lat DailyWeb - oto nasza historia

Opublikowano 2 tygodnie temu -

Miałem być programistą. W dodatku technologii webowych. Byłem zafascynowany tym, jakie możliwości niesie przeglądarka internetowa i wiedziałem, że to przyszłość technologii. W każdej właściwie wolnej chwili dłubałem coś w PHP, które po przesiadce z C++ było magicznie przyjemne i proste. Tak właściwie zaczęła się przygoda z tym, co znacie jako DailyWeb.

Dlatego też powstał lubik.info, malutki blog informatyka-pasjonata, który rozwiązywał problemy i dzielił się tym z bardzo wąską publiką (300-400 ludzi miesięcznie). Szybko okazało się, że pisanie może sprawiać sporo frajdy. Wkrótce zacząłem pisać również o tym, co mnie interesuje, na bieżąco. To był protoplasta aktualnego kształtu DailyWeb.

Jak dziś pamiętam swoją euforię, kiedy w jednej chwili na stronie było 6 osób. Jedną z nich pewnie byłem ja, ale takie drobiazgi motywowały do dalszego pisania. Sam rozwój serwisu i dłubanie przy nim było także formą rozrywki. Nim się obejrzałem, już towarzyszyło mi kilka osób, które razem ze mną, zupełnie za darmo, trzaskało teksty.

To, co widzicie u góry to logo, które skrzętnie przygotowywałem przez dosłownie kilka tygodni! Pomysł był dość prosty – chciałem, żeby logo symbolizowało tutorialowy charakter mojego prywatnego bloga (w końcu każdy informatyk takiego ma), a jednocześnie kładło akcent na technologie WWW. Jak inaczej osiągnąć ten efekt, jeśli nie przez połączenie klucza z trójkątnymi nawiasami? ;-)

O ile stworzenie nawiasów było dość proste, bo wystarczył zwykły font, a potem przycięcie niepotrzebnych fragmentów, o tyle z kluczem babrałem się naprawdę długo. Tak naprawdę wycięcia na śrubę były robione ręcznie, pikselek po pikselku, więc jeśli dobrze przyjrzycie się temu obrazkowi na zoomie, to zauważycie, że coś tam nie gra.

Jednak to nie była pierwsza wersja logo. Tę zupełnie najstarszą, sięgającą roku 2010, możecie zobaczyć poniżej. Ależ ja się nadłubałem nad tym serwisem!

Pamiętam także pierwszy zarobek, mieliśmy 400zł za emisję reklamy od serwisu hostingowego (pozdrowienia LinuxPL.com). Nie wiedzieliśmy, co z taką kasą zrobić. Ostatecznie mieliśmy za nią zamówić wizytówki :-)

4 maja 2014 powstało DailyWeb, bo chcieliśmy zacząć identyfikować się nieco mniej nacechowaną nazwą serwisu niż ta od mojego nazwiska. Pomysłów na adres było sporo, ale wszystkie łączyło słowo 'daily' w nazwie. Dlaczego? Idea była prosta: tworzymy treści codziennie.

Moim faworytem była nazwa dailytech.pl, która niestety okazała się zajęta. Poszliśmy więc w nieco odmiennym kierunku i tak powstało DailyWeb.pl

Przy tej okazji musiało powstać nowe logo. Chciałem, by jak poprzednie nawiązywało ono do charakteru serwisu. Tym jednak razem nadwyrężyliśmy budżet i włożyliśmy 300 zł na stworzenie logo, a dokładnie zamówienie logo – od ludzi, którzy się na tym znali. Po kilku iteracjach powstało... koło zębate, które naprawdę długo musiało leżeć w szufladzie, bym się do niego ostatecznie przekonał. To chyba jednak normalna rzecz, prawda?

Potem kilka zmian motywów (poniżej widzicie, jak wyglądał poprzedni). Zamówiliśmy nowe logo u naszego ulubionego, utalentowanego grafika: Radziejowskiego i tak powstało popularne D. Chwilę później zaktualizowaliśmy motyw do tego, który znacie teraz.

DailyWeb fakty:

  • 10 redaktorów
  • 1 osoba od sprzedaży
  • 2 osoba opiekujące się publikacją
  • 1 osoba od korekty
  • każdy z zespołu pracuje na etacie
  • lubik.info funkcjonował 3 lata
  • DailyWeb wystartowało 04.05.2014
  • pierwszy post to Hello World.

To zabawne, bo zakładałem, że aktualny motyw i jego dopasowanie zajmie nam nie więcej niż miesiąc. Tym razem do pomocy mieliśmy webdevelopera z krwi i kości. Dobry Duch DailyWeb już na początku powiedział: BASTA! Skończyło się pisanie kodu w Notepad++ i nadszedł czas pożegnania ukochanej wtyczką FTP.

Wszystko zaprojektował i przygotował – tak jak powinno być. Powstało repozytorium na Bitbucket w oparciu o kontrole wersji, wykorzystanie SCSS i kilku innych, a także pierwsza wstępna optymalizacja motywu. Nauczyłem się naprawdę wiele, przy okazji zdając sobie sprawę, że trzeba mieć łeb jak sklep, by być na bieżąco ze wszystkimi nowinkami ze świata webdev. Całość zajęła nam 4 miesiące, dłubaliśmy głównie weekendami, bo tylko wtedy był czas.

Największa współpraca w historii

Która z naszych współprac była największa? Myślę, że pod każdym względem ta, która powstała z udziałem Cyfrowego Polsatu i Plusa. Było to największe dla nas wydarzenie: organizacyjne i kasowe. Mieliśmy stworzyć video promując usługę smartdom. Kiedy otrzymałem tę propozycję, byłem w ciężkim szoku. Do końca wydawało mi się, że to jakaś pomyłka.

Anegdot z tej współpracy jest cała tona, ale był to czas zarówno pełen stresów, jak i śmiechu oraz zabawy. Pamiętam, że miałem migotanie przedsionków, kiedy cała ekipa już zjeżdżała na plan zdjęciowy do mnie, do Gdyni, a okazało się w międzyczasie, że pojawiły się nowe uwagi do scenariusza i mamy wstrzymać się z nagrywaniem. To były naprawdę stresujące momenty – noclegi dograne, kostiumy, sprzęt i tak dalej, a tu nagle czerwone światło od klienta. Nie muszę dodawać, że cały budżet był już wykorzystany. Ostatecznie poprawki okazały się drobiazgami, ale kosztowało to sporo stresów.

Ostatecznie spotkaliśmy się i spędziliśmy świetne kilka dni razem, gromadząc materiał. To był świetny czas!

Szliśmy dalej. Zaczęły nas dostrzegać agencję PR-owe, które dotychczas nas ignorowały. Pojawiły się nowe kontakty i znajomości (to prawda, bez nich nie zdziałasz nic) i nagle okazało się, że mamy dostęp do technologii największych graczy na rynku, niezależnie czy był to rynek mobile, komputerowy czy jakikolwiek inny.

DailyWeb ma redaktorów rozsianych po całej Polsce i nie tylko. Mamy w zespole Kasię, która żyje za zachodnią granicą u naszych niemieckich sąsiadów. Na polskiej mapie to: Gdynia, Gdańsk, Warszawa, Łódź, Toruń, Bielsko-Biała, Będzin, Poznań, Oświęcim.

Zrewidowane DailyWebowe marzenia

Moje DailyWebowe marzenia zawsze orbitowały wokół dwóch rzeczy: strategicznego partnera i stacjonarnej redakcji. Ten pierwszy miał przynieść stabilność finansową, co zmieniłoby nasz pomysł w prosperujący biznes. W świecie startupów mówi się o znalezieniu inwestora, który wjedzie na białym koniu z mnóstwem pieniędzy, doprowadzając do podskoków z radości oraz realizacji pomysłów na rozwój. Mieliśmy dwa takie podejścia, z dwiema dużymi firmami. Ostatecznie nie dogadaliśmy się, właściwie po kilku miesiącach dyskusji. Niestety, nie były to ani pieniądze mogące wywołać rewolucję, ani uczciwa, wypośrodkowana współpraca.

Z perspektywy czasu oceniam te sytuacje jako zakończone idealnie. Wyłączność, którą narzuciłaby nam jedna ze współprac, założyłaby kaganiec na obszar współpracy w konkretnej branży, a jeszcze tego samego roku złapaliśmy w niej trzech klientów, którzy pozwolili nam zarobić więcej, niż chciał dać nastawiony na wyłączność klient. Uświadomiło mi to, że musimy iść do przodu małymi krokami, szukać mniejszych klientów i łapać ich częściej, bo to bardziej skuteczne niż szukanie tego jednego, wielkiego. Zrozumiałe, że im większe pieniądze na stole, tym więcej negocjacji, dyskutowania i naturalnie mniejsze możliwości na znalezienie zainteresowanego.

Stacjonarna redakcja to coś naprawdę wielkiego. Długo wierzyłem, że to jest cel sam w sobie. Móc żyć tylko i wyłącznie z DailyWeb, zakładając stacjonarne biuro z prawdziwego zdarzenia. Przy naszych naprawdę skromnych przychodach nie jest to możliwe nawet teraz, ale po tych kilku latach wiem, że nie jest ona nam do niczego potrzebna (chociaż i tak liczę, że kiedyś takową założymy). Wraz z rozwojem DailyWeb rozwinąłem się też w swojej pracy zawodowej. Mam na głowie wielki, międzynarodowy projekt, a moja odpowiedzialność za pracę kilkudziesięciu developerów, nie tylko sprawia, że poziom mojego zaangażowania nie spada, a ja wciąż się rozwijam, ale też znalazła się na poziomie, że nie mogę narzekać na finanse. Zbliżenie się zarobkami z DailyWeb do tych, które mam z etatu to jeszcze długa historia. Oczywiście zaznaczam od razu, że wcale nie zarabiam tak dużo. DW zaś każdego miesiąca bilansuje się praktycznie na zero. Teraz za sprawą dwóch partnerów, których pozyskanie pozwoli na nowe inwestycje, pojawiło się w tej sprawie światełko w tunelu.

Przez serwis przewinęło się naprawdę sporo osób – były konflikty, są przyjaźnie. To świetne doświadczenie, która naprawdę wiele mnie nauczyło. Cieszę się jednak, że ludzie, którzy aktualnie tworzą ze mną serwis, są u mojego boku, budując to, co znacie jako DailyWeb. W tym roku nasz budżet pozwolił nam się spotkać. Już za miesiąc będziemy celebrować 5. urodziny strony i wieloletnie, zdalne znajomości.

Nasi partnerzy przy pierwszym kontakcie często zachodzą w głowę, kiedy mówimy, że nie możemy się pojawić na wybranym evencie, bo każdy z nas pracuje na etacie i musi przedkładać pracę nad DW. To naprawdę duży wyczyn łączyć obowiązki zawodowe oraz nierzadko rodzinne, DailyWeb i własne pasje, których nasz zespół ma pełno. Mimo wszystko wychodzi to naprawdę nieźle, co tylko pokazuje, że naszym motorem napędowym jest pasja do tego, co robimy.

Nie zawsze jednak było łatwo. DailyWeb zrobiło się przedsiębiorstwem z coraz większymi miesięcznymi kosztami. W tym roku pierwszy raz po pierwszym kwartale bez większych kontraktów, przepalaniu oszczędności, wpadliśmy w objęcia długoterminowych partnerów, trafiając z piekła do nieba. Wszystko wskazuje na to, że będziemy nie tylko bilansować miesięczne koszty na zero, ale też zostanie nieco na inwestycje.

DailyWeb to:

  • średnio 150 tekstów w miesiącu
  • oglądalność: 150k UU / 280k PV
  • 5508 artykułów
  • 66% Czytelników to ludzie młodzi (wiek 18-35lat)

Co to oznacza w praktyce? To, że hobbystycznie pisanie zamieniło się w prosperującą firmę. Mimo że jesteśmy mikrogabarytów problemy w stylu: o czym tu na jutro napisać, by zachować ciągłość 3 wpisów per dzień, zamieniają się w problemy w stylu: na ile nam starczy oszczędności, by opłacać etatowych pracowników, skąd zdobywać kolejne klientów, jeśli kolejne miesiące nie przyniosą przychodów. Zabrzmi może to dziwnie, ale uwielbiam to robić. Nawet jeśli kosztuje mnie to jeszcze więcej czasu i dalej łączę to z angażującą pracą zawodową. Niestety często rykoszetem dostaje rodzina i szczerze mówiąc, nie pamiętam niedzieli, która nie byłaby poświęcona: montażowi podcastu, przygotowaniu mejlingów albo nagrywek video, pisaniu tekstów czy ogólnemu przygotowaniu tygodnia na DW przed poniedziałkiem.

Dziękuję całemu mojemu zespołowi i mam nadzieję, że te 5 lat to dopiero początek! Oczywiście dziękuję także wszystkim Wam, którzy jesteście z nami od lat czy nawet od miesięcy. Mam nadzieję, że widzimy się za kolejne 5 lat, przy kolejnym wielkim podsumowaniu i po progresie, który uda nam się zrobić w międzyczasie.

Kilka słów od zespołu!

Katarzyna Mróz

DW odkryłam dość przypadkowo, przeczesując Internet w poszukiwaniu inspiracji pod stworzenie własnego bloga. Ostatecznie pomysłu nie udało się zrealizować, ale DailyWeb utrzymało stałą pozycję w mojej codziennej prasówce. Pamiętam, że to, co ujęło mnie najbardziej to treści tworzone z pasji czy szczerego zainteresowania tematem. Brak pustych artykułów obliczonych na SEO czy zadowolenie Pani X z działu PR klienta. Obok artykułów eksperckich (redakcję tworzą ludzie, którzy specjalizują się w kompletnie różnych dziedzinach), znalazłam także wpisy, w których autorzy wspólnie z czytelnikiem odkrywają dany temat. Bez spięcia, bez korpomowy, czasem z ortami czy literówkami, ale zawsze szczerze.

Pod koniec wakacji 2017 na facebookowym newsfeedzie zobaczyłam informację, że DW ogłasza nabór nowych redaktorów. I w ten sposób stałam się częścią naprawdę wyjątkowego, bardzo dynamicznie rozwijającego się projektu.

Na przestrzeni ostatnich kilkunastu miesięcy nieco zmienił się skład redakcji i sama struktura pracy. Coraz wyraźniej widać, że małymi krokami DW z hobbystycznego bloga ewoluuje w prawdziwe branżowe medium. I tempo, w jakim to się dzieje, naprawdę zaskakuje! Bicie kolejnych rekordów ruchu i wzrost zainteresowania ze strony reklamodawców naprawdę cieszy i motywuje do działania. Największą satysfakcję wciąż przynosi jednak interakcja z czytelnikami, których baza rośnie z dnia na dzień.

Łukasz Krebok

DailyWeb istnieje od 04.05.2014. Mój pierwszy wpis na blogu ukazał się 11.06.2014. Moja rocznica udziału niebawem nadejdzie. Aktualnie piastuję stanowisko zastępcy redaktora naczelnego. Jak trafiłem na DailyWeb? Z polecenia. Przyjaciel dał mi znać na zasadzie: słuchaj, jest taki serwis, fajnie gość pisze i się powiększa, ma rekrutację, może spróbujesz. No i spróbowałem. Po kilku dniach od wysłania 2 tekstów wrócił feedback, cytuję (pisownia oryginalna):

Szczerze to oba teksty mi się podobają. Fajnie się czyta, lekki przyjemny styl. Znalazłem tylko to: Mniej znaczy więcej, brak "j". A tak to bomba. Bardzo chętnie opublikuję teksty, zaloze Ci konto od razu (bo po co sie piescic).

No i zostałem na dłużej. Pamiętam, że była to pierwsza rekrutacja i chyba trafiłem na doczepkę jako ostatni. Z tej pierwszej rekrutacji, o ile dobrze pamiętam, zostałem tylko ja. I bardzo się z tego powodu cieszę, ponieważ dzięki przygodzie o nazwie DailyWeb.pl mogłem się rozwinąć w bardzo wielu kwestiach. Chyba jedną z pierwszych rzeczy, jakie zacząłem zgłębiać (wspólnie z Sebastianem) było rozkodowanie edgeranku, aby docierać dalej. Równocześnie odpaliliśmy newsletter i zaczynaliśmy eksperymentować. Każdy z nas czytał jakiś ciekawy artykuł, dzielił się spostrzeżeniami i próbowaliśmy.

Zaraz po pierwszych urodzinach DW spróbowaliśmy pierwszy raz swoich sił w tworzeniu podcastu. Wytrzymaliśmy pół roku. Teraz mamy kolejne podejście i z tego miejsca zapraszam do nowej serii, którą możecie znaleźć na Spotify.

Na przestrzeni tych kilku lat udało się nam kilka razy fizycznie spotkać. Jest to pewnego rodzaju wyzwanie, ponieważ Sebastian (Gdynia) i ja (Bielsko-Biała) mamy do przejechania właściwie całą Polskę. Większość spotkań odbyła się w Trójmieście lub okolicach, ale Sebastian zrobił mi kiedyś niespodziankę i na zaproszenie mojej narzeczonej przyjechał na moje urodziny. Kolejny raz, kiedy zawitał w moje rejony, był spowodowany moim ślubem. Ta zdalna znajomość dobrze się nam układa, ale nie jest lekko. Obaj mamy uparte charaktery, przez które za wszelką cenę chcemy udowodnić swoje rację, dlatego zdarzało się już (i to nie raz), że mieliśmy cichy okres i się na siebie wkurzaliśmy. Jest w tym jednak coś bardzo fajnego, a DW nigdy na tym nie ucierpiało. Niezależnie od skali naszej sprzeczki teksty zawsze były dowożone, a zadania wykonywane. I to najbardziej sobie w DW cenię. Pomimo że redakcja składa się w 100% ludzi na etacie, łączy nas pewien cel. Jednych bardziej, drugich mniej, ale zawsze.

Przez te 5 lat zawdzięczam DW kilka ton sprzętu, który otrzymałem do recenzji (w tym Mercedesa E-klasę, więc dosłownie kilka ton). Jako gadżeciarz jestem z tego powodu wniebowzięty. Akredytacje medialne też zawsze sprawiają mi radość, ponieważ profil DW pokrywa się z moimi zainteresowaniami. Z chęcią testuję, piszę, odwiedzam eventy.

Najcięższym (ale nie najgorszym) okresem dla DW był rok 2016. Obaj zostaliśmy ojcami i obowiązki rodzinne odjęły sporo z puli czasu dla DailyWeba. Wydaje mi się, że około roku zajęło nam wrócenie jako tako na właściwe tory po przeorganizowaniu sposobu pracy oraz zasileniu DailyWeba kolejnymi redaktorami. To, że wszyscy jesteśmy etatowcami, daje nam według mnie ogromną przewagę. Możemy robić to, co chcemy i jak chcemy. Często sami widzimy, że robimy rzeczy inaczej niż konkurencja, bo możemy. I to jest właśnie fajne.

To genialna przygoda. Cieszę się za każdym razem tak samo, kiedy prowadzę jakąś prelekcję i na slajdzie powitalnym pod moim nazwiskiem widnieje adres naszego bloga. Te 5 lat to ciągła nauka, która się nie kończy. Aktualnie borykamy się ze skalowanie portalu oraz naszych wewnętrznych procesów.
Miło się wspomina, zwłaszcza gdy mowa o jeszcze nieskończonej przygodzie, ponieważ – na szczęście – końca jej nie widać :).

Przemek Bicki

Za chwilę minie pół roku, odkąd pojawił się mój pierwszy tekst na DW (20 listopada 2018). Pół roku, odkąd mogę być dumny z bycia członkiem tak zacnej Ekipy. Na początku były obawy: czy dam radę? Jak mnie przyjmie zgrana, zaufana redakcja? Była to moja pierwsza praca w redakcji z prawdziwego zdarzenia, wcześniej koncentrowałem się na blogowaniu, gościnnych felietonach czy eksperckich tekstach w innych mediach. Wszystkie stresy poszły w odstawkę w momencie dołączenia mnie do redaktorskiego czata. Z dnia na dzień poczułem się redaktorem DW. Błyskawicznie uzależniłem się do przesiadywania na Google Analytics, nawet poza godzinami pracy (serio – wciąga to, jak cholera…).

Czułem, że decyzja była dobra, a ambicje Sebastiana i całego DW są tak wysokie, że z chęcią pomagam je realizować, a co chwilę podnoszona poprzeczka tylko motywuje do dalszej pracy. Pamiętam rekordowy miesiąc oglądalności, adrenalina sięgała zenitu. Tp właśnie tego szukałem w tej pracy. Po trzech miesiącach przestałem być tym „nowym” (teraz to zaszczytne miano piastuje Gustaw), a co więcej stałem się jednocześnie redaktorem prowadzącym, za co jestem wdzięczny Sebastianowi, a także Ekipie, z którą to współpraca jest czystą przyjemnością. Z okazji 5. urodzin mogę nam życzyć sukcesów, rekordów odsłon, nowych partnerów, stałego, powiększającego się grona czytelników (przede wszystkim!), a także kolejnych minimum 5 lat dalszej historii.

Mariusz Lewandowski

14 września 2015 roku – pamiętam ten dzień jak dziś. Właśnie wtedy, po kilku gościnnych tekstach, dołączyłem na stałe do ekipy DailyWeb. To już prawie 4 lata! 4 lata, a minęło jak jeden dzień. Z Sebastianem i Łukaszem przeszliśmy długą drogę do obecnego kształtu DW. Z niewielkiej redakcji pasjonatów technologii WWW staliśmy się – mogę powiedzieć to z czystą przyjemnością – pełnoprawnym serwisem informacyjnym z ludźmi na etatach i kilkusettysięcznym licznikiem odsłon miesięcznie. WOW! Co mi osobiście dało pisanie na łamach DailyWeb? Przede wszystkim szkołę warsztatu dziennikarskiego, umiejętność zarządzania czasem, spotkanie ludzi pełnych pasji i możliwość uczestniczenia w ciekawych wydarzeniach. Za DailyWeb bardzo mocno trzymałem kciuki, trzymam je teraz – mimo tego że ze względu na nowe obowiązki zawodowe moje teksty nie pojawiają się tu już tak często – i będę trzymał nawet wtedy, gdyby z jakiegoś powodu naszego drogi kiedyś się rozeszły. Takie podsumowania to chyba też idealny moment do podziękowań. A te z pewnością należą się naszym czytelnikom – dzięki za wytrwałość, zrozumienie i po prostu za to, że jesteście! Do przeczytania!

Łukasz Czulak – dev Dailyweb.pl

5 lat DailyWeb.pl to kawał czasu. Pamiętam, że wspólną pracę rozpoczęliśmy w lutym 2017 roku. Jak pokazał mi git log w Bitbucket, to właśnie wtedy wleciał 1 commit. Nasza współpraca nie zawsze układała się różowo, czasem mieliśmy odmienne podejście do realizowanego zadania, ale staraliśmy się, aby zawsze dowieźć funkcjonalność do mety. Przez ten czas wiele się zmieniło w samym wyglądzie, jak i mechanizmie działania DW. Udało nam się dostosować szablon tak, aby spełniał oczekiwania naszego Ojca Dyrektora. Wykonaliśmy także poprawki pod SEO, Google Analytics oraz przygotowaliśmy specjalne miejsca na stronie pod wszelkiego rodzaju promocje, eventy lub reklamy.

Udało się przekonać Sebastiana, żee Git nie gryzie i jest alternatywa dla Sublime Text i Notepad++. Na Facebooku udało nam się zebrać grupę Pasjonatów Dailyweb i stworzyć unikalną oraz tajną grupę DailyWebstersów, z którymi dzielimy się nowinkami oraz rozwiązujemy wspólnie problemy pierwszego świata. Oczywiście po tych 5 latach nie osiadamy na laurach, a tylko zakasujemy rękawy do dalszej pracy, aby portal był jeszcze lepszy pod względem kodu, UX/UI oraz aby był dobrze zoptymalizowany pod Google.

Adrian Jaworek

Zanim zostałem redaktorem, byłem czytelnikiem. Mało tego! Raz nawet wziąłem udział w konkursie na layout na wordpressowego bloga. Nie wygrałem, ale – co okazało się dla mnie ważniejsze – DW podlinkowała mój blog. Odnotowałem przyjemny wzrost ruchu, a część czytelników została na dłużej. Dzisiaj współtworzę DailyWeb. Jak tutaj trafiłem? DW ogłosiło rekrutację, a ja miałem dość tułania się po redakcjach, które same nie widzą, czego chcą. Po prostu projekt Sebastiania nigdy mi na taki nie wyglądał. Wysłałem zgłoszenie i... odpowiedziała mi cisza.

Serio. Sebastian odezwał się dopiero po miesiącu od zakończenia rekrutacji. I od razu musieliśmy negocjować zakres tematyczny. Powiedzmy, że nie był przekonany do gamedevu, ale ja byłem uparty. Zacząłem coraz częściej przemycać takie teksty i okazało się, że są ludzie, którzy chętnie poczytają na temat giereczek. Od kilku miesięcy nagrywam z Sebastianem i Łukaszem podcast. Flirtujemy ze streamingiem. Dlatego mam nadzieję, że za rok DailyWeb będzie mogło pochwalić się nie tylko zaangażowanymi czytelnikami, ale także grupą oddanych słuchaczy.

Daniel Buliński

Czekałem z niecierpliwością na mój 50, 100, 150 artykuł opublikowany na łamach DW. Liczyłem dni aż minie mi miesiąc, pół roku i rok w tym zespole. Przyznam się Wam, że przespałem wszystkie te ważne fakty i rocznice. To już trochę ponad rok i prawie 200 artykułów. Dziś już niczego nie muszę liczyć i na nic czekać. Jest mi tu tak dobrze, że poprostu nie muszę. Czuje się jak bym był częścią tego serwisu od zawsze. Pamiętam jak bardzo cieszyłem się, gdy Sebastian witał mnie w swoim zespole. Byłem jednak niepewny i zdezorientowany. W końcu obdarzano mnie dużym zaufaniem, a i redakcja miała mocne filary. Obawy ustąpiły miejsca ciekawości. Ciekawi mnie każdy nowy, redakcyjny dzień. Tym bardziej, że zabawa się rozkręca! DailyWeb wkracza w nowe tematy i dziedziny, inwestuje w ludzi, stawia sobie nowe cele, zacieśnia stare kontakty i zawiązuje nowe. Pisałem już kiedyś dla innych redakcji, ale to było coś innego. Praca dla DailyWeb do nie obowiązek, a dobra zabawa. To zasługa świetnych ludzi, którzy tworzą naszą redakcję i w tym miejscu chciałbym im za to bardzo podziękować. Jesteście świetni!

Alicja górska

Jak wszystko w moim życiu i DW wydarzyło się przypadkiem. Pierwszy tekst opublikowałam tutaj nawet nie jako aspirująca redaktorka, lecz jako przedstawicielka agencji projektowej. Był to tekst gościnny dotyczący copywritingu, mojej codziennej aktywności. Niedługo później DW otworzyło rekrutację na autorów treści o SEO oraz... nie pamiętam już zbyt dobrze. Chciałam zmotywować się do intensywniejszego zgłębiania świata pozycjonowania. Sebastian jednak zaproponował mi coś zupełnie innego – pisanie o tym, na czym się znam, czyli (jak nazwał to sam Sebastian) świecie Netflixów. Po krótkim procesie rekrutacji dołączyłam do ekipy. I faktycznie tworzyłam luźniejsze treści, choć tylko do czasu. Technologiczny power redakcji jest jak bardzo zaraźliwa choroba, którą szybko złapałam i teraz poruszam się po naprawdę różnorodnych tematach z zainteresowań DW.

Od jakiegoś czasu wspieram też portal jako korektorka. Tak, to na mnie narzekacie i psioczycie, a członkowie redakcji straszą się mną nawzajem. Przyznaję, że chyba dopiero ta nowa funkcja zaczęła wywoływać subtelne tarcia między mną a resztą ekipy. Czasami trudno pogodzić oczekiwania czasowe redakcji i czytelników z codzienną pracą (tak zawodową, jak i naukową). Sprzeczamy się, gdy coś pójdzie mimo braku korekty, co jest o tyle ironiczne, że kiedy dołączałam do redakcji, teksty w ogóle czyszczone nie były. Dziwny jest ten los, prawda?

W czasie, w którym to piszę, Sebastian wysyła mi pospieszające wiadomości, że muszę się streszczać z tym poprawianiem i dopisywaniem, więc wybaczcie brak dłuższego i bardziej rozległego opisu mojej współpracy z DW. A szkoda, bo byłoby, o czym pisać. Współpracowałam z wieloma portalami i redakcjami, ale tę ukochałam sobie najbardziej. To pasjonaci, ale też po prostu cudni ludzie – ciepli, wspierający, zachęcający do próbowania i działania. Dzięki nim stałam i staję się lepsza. Takie też procesy przechodzi DW. A co będzie z tym wszystkim za 5 lat? Nie wiem, ale na pewno coś fantastycznego.